KONTAKT

Oto jest oficjalny e-mail bloga marzenia.londyn.1d@spoko.pl Piszcie jak macie jakieś propozycje, pytania, prośby itp.
Mój twitter --> @tohardtobelive

poniedziałek, 11 lutego 2013

Imagin z Lou cz.2


Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam Lou. Tak.. Louisa Tomlinsona we własnej osobie. Stał po drugiej stronie ulicy i widocznie zmierzał w moją stronę. Przeraziłam się.. Owszem wyobrażałam sobie to spotkanie, ale nigdy w takich okolicznościach.. – Jestem Louis Tomlinson. A ty?
- [T.I]
- Ładne imię. – odparł i szeroko się uśmiechnął. – Widziałem cię wczoraj przez okno.. Od dawna tu mieszkasz?
- Emm.. W sumie to nie.. Może z rok.. półtorej.. – odparłam niepewnie. – Wybacz ale spieszę się..
- A.. spoko.. To do zobaczenia. – uśmiechnął się i odwrócił w przeciwnym kierunku. Po chwili jednak znów usłyszałam jego głos. – Podasz mi swój numer?
Że co?! Louis Tomlinson właśnie poprosił mnie o numer?! Woohooo!!!
- Emm.. Dobra.. – uśmiechnęłam się lekko i wzięłam od chłopaka komórkę by się wpisać. – Proszę.
- Dzięki. – Louis się uśmiechnął i odszedł.
„No to chyba będzie dobry dzień” pomyślałam i w wesołym nastroju poszłam na przystanek autobusowy gdzie czekała znajoma z uczelni. Wybierałyśmy się na zakupy.

Wróciłam dopiero ok. 20.00. Nie dość, że jakaś kobieta zabrała mi, dosłownie sprzed nosa, wypatrzoną torebkę to jeszcze uciekł mi ostatni autobus. To się nazywa szczęście.. A już myślałam, ze skoro dzień tak ładnie się zaczął to…
- Wróciłam!! – usłyszałam głos [I.T.P].
- Ja też.. Przed chwilą weszłam.. – odparłam jej, zamykając lodówkę.  – Ty!! Słuchaj!! – krzyknęłam do niej i zerwałam się z miejsca by jak najszybciej podzielić się z nią wiadomościami. Niestety.. Moja zgrabność przewyższa ludzkie pojęcie.. Nie wyrobiłam się na zakręcie między kuchnią a salonem i jak długa wylądowałam na podłodze. [K.T.P] zaczęła się panicznie śmiać. Przestała jednak gdy zgromiłam ją wzrokiem.
- Hahah.. No co się stało? – zapytała gdy obie siadłyśmy na kanapie. Momentalnie przypomniałam sobie o wiadomości.
- Właśnie. Jak rano wychodziłam z domu to gadałam z Lou.. – powiedziałam podekscytowana.
- Ha.! Kpisz..  – zgromiłam ją wzrokiem. Jak mogła mi nie wierzyć..
- Nie.. Serio. Ale.. Pewnie nie uwierzysz, że wziął ode mnie numer.?
- Co?! Serio.? – [I.T.P] aż podskoczyła na kanapie. Zaczęłam się śmiać z wyrazu jej twarzy.
- No serio… - I tak zaczęłam opowiadać jej wszystko po kolei…

23.00
Znów mam czas tylko dla siebie. Zgodnie z moim codziennym rytuałem, zaparzyłam herbatę i usiadłam na parapecie. Niestety tym razem mój tyłek musiał marznąć bo kocyk jeszcze nie wysechł..
Od rana nosiłam komórkę w dłoni z nadzieją, że Louis się odezwie. Zrobiłam to też teraz. Patrzyłam przed siebie, na dom naprzeciwko, w którym nie paliło się żadne światło. Miałam nadzieję, że chłopak napisze, spojrzy w moje okno. Jednak nie.. Tak się nie stało.. Było dobrze po północy gdy zdecydowałam się położyć. Czyżby kolejne moje marzenie miało się nie spełnić? Zrezygnowana położyłam się na łóżku. Przypomniała mi się rozmowa z [I.T.P]. W weekandy pracuje jako opiekunka do dzieci. Zawsze jak wraca od podopiecznych opowiada różne anegdoty. Zaśmiałam się w duchu i nie do końca spełniona.. Zasnęłam.

Przez kolejnych kilka dni było tak samo. Znaczy za wyjątkiem szkoły oczywiście. Duuużo nauki..
Louis nie dawał znaku. Co prawda czasem widziałam go z okna jak wychodzi w ciągu dnia.. Ale poza tym.. Częściej słyszę o nim w radiu i internecie.

Piątek. Minął dokładnie tydzień odkąd mamy nowych sąsiadów. A ja głupia liczę, że coś z tego będzie. Załamka totalna..
Jednak te moje rytuały są dobre. Pomagają mi się zrelaksować i dokładnie pomyśleć. Tak.. Teraz też siedzę na oknie z kubkiem herbaty. Tym razem zwykłej. Taką lubię najbardziej. Spróbowałam już wszystkich jakie moja świrnięta współlokatorka kupiła. Jednak już ją uświadomiłam, że sama będzie musiała wypić te 10 opakowań bo mi nie podchodzą.. hahhah.. Gdybyście widzieli jej minę.  
Ta sama godzina co zwykle, ten sam parapet co zwykle, ten sam kocyk i kubek co zwykle.. A jednak coś się zmieniło.. Mój ekran komórki rozbłysnął. Spojrzałam na nadawcę wiadomości. Pokazał się tylko numer. Z ciekawości otworzyłam zawartość.
Hej.! Wybacz, że nie odezwałem się wcześniej ale praca.. Rozumiesz? Louis x.
OMFG!!! Napisał.!! Napisał.. Dobra.. Wypadałoby odpowiedzieć..
‘ Cześć. Nie ma sprawy.. Rozumiem J ’
Jeju.. Bardzo kreatywnie.. Serio.. Podziwiam autora tego tekstu.. Spojrzałam przez okno. Jedyne co mnie zdziwiło było to, że Louis w tym momencie też siedział przy swoim oknie. Komórka zaświeciła ponownie.
‘ Widziałem cię ;)
O rany.. Gdzie?
‘ Codziennie cię widziałem przy oknie. To jakiś rytuał?’ uśmiechnęłam się do niego zza szyby.
‘ Tak jakby. Siadam tu co wieczór o tej samej porze i myślę ;D’
‘ Nad czym?’
‘ Nad życiem..’ posłałam mu kolejny uśmiech na co odpowiedział tym samym.
‘ Hmm.. To mogę się przyłączyć?’
‘ Hahah.. Jak chcesz to zapraszam. Co wieczór o 23.00 na parapecie z kubkiem i kocykiem. ;)’
‘ Dziękuję za przyjęcie mnie do swego królestwa ;) Tylko z kocykiem może być problem.. Ale wezmę jakiś od Harry’ego. On ma ich pełno xx’
Wybuchłam niepochamowanym śmiechem. Louis chyba też bo widziałam, że cały czas śmieje się do telefonu.
‘Okok. Wybacz ale muszę kończyć. Pa xx’
‘ Dobranoc xx’ pomachałam mu przez okno i położyłam na łóżku. ‘Taak.. Ten dzień zaliczam do udanych’ pomyślałam z uśmiechem na twarzy. Jednak nie długo było mi dane nacieszyć się tą chwilą bo zapadłam w błogi sen.

Gdy się obudziłam miałam niesamowity humor. Spojrzałam na wyświetlacz komórki ’11.00’ Jejku.. Rzadko zdarza mi się spać do tej pory. W oczy rzuciło mi się powiadomienie o nowej wiadomości. Uśmiechnęłam się bo głupia myślałam, że to coś od Lou. Jednak zawiodłam się. Był to SMS od [I.T.P]. Mam kupić bułki bo jej się nie chce wstać. Powaliło? Wstałam z łóżka i udałam się do jej pokoju.
- Ocipiałaś?! Ja.. Po bułki?! – krzyknęłam od progu. Dziewczyna spojrzała na mnie spod kołdry i wywróciła oczami. – Suń się.. – poleciałam jej i położyłam się obok.
Chwilę gadałyśmy. Opowiedziałam jej o wczorajszej rozmowie z Louis’em. Dziewczyna mocno mnie przytuliła.
- Wiesz co..? – szepnęła szeroko się uśmiechając. Hahha.. pewnie zacznie gadać, że mam szczęście i życzy mi powodzenia.
- Co? – spytałam niby nie wiedząc o co chodzi.
- To znak.. – zaśmiała się. ‘Wiedziałam!’
- Jaki? – uśmiechnęłam się do niej. Myślałam, że nie wyrobię..
- Że z okazji twojego szczęścia to ty lecisz po bułki. – [K.T.P] zaczęła się śmiać. Zdębiałam. Serio.. Chwyciłam pierwszą lepszą poduszkę i walnęłam nią współlokatorkę. Tamta szeroko otworzyła buzię i zaczęła szybko mrugać. Wyglądała jak.. Jak.. Harry.. Zaczęłam się głośno śmiać. Omal nie spadłam z łóżka.. Nie, no dobra.. Spadłam.. Ale z pomocą [K.T.P]..
Koniec końców stanęło na tym, że obie pójdziemy do sklepu.

23.00
Siedzę na parapecie. Znowu. Czekam aż przyjdzie Lou.. Wiem, ze to głupie.. Ale wydaje mi się, że zależało mu gdy pisał wczoraj prośbę o dostęp do wspólnych rozmyślań. Po chwili dostrzegłam wyłaniającą się postać spod firanki. Tak. To on. Upiłam solidny łyk z czerwonego kubka i uśmiechnęłam się do chłopaka. On po chwili pokazał mi niebieski kocyk i żółty kubek słodko się przy tym uśmiechając. Zaczęłam się śmiać.  Jeju.. Po prostu go uwielbiam. Louie usiadł na parapecie i wyciągnął telefon. Ja w tym czasie patrzyłam na niebo. Było zachmurzone. W pewnym momencie w świetle latarni ujrzałam spadające płatki śniegu. Uśmiechnęłam się na ten widok i upiłam kolejnego łyka.
‘Pada śnieg :D’ otrzymałam w treści SMS-a.
‘ Właśnie widzę J Jak minął dzień?’
‘ Ehh.. Jak zwykle.. Masa pracy nad nowym albumem. A u ciebie? xx’
‘Jakoś leci..’
Tak zaczęła się rozmowa. Pisaliśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że Harry zabrał gdzieś moją przyjaciółkę. Chyba będzie musiała mi się wyspowiadać. Dziwi mnie jednak fakt, że tak późno się gdzieś ruszyła. Pisaliśmy z Lou jeszcze jakiś czas. Po ok. godzinie postanowiłam zadzwonić do [I.T.P]. Nie powiem ale trochę się martwiłam. Dzwoniłam kilka razy jednak nie odbierała.
‘Nie martw się. Jak nie wróci dziś w nocy to na pewno jutro xx’ pocieszył mnie Louis. No tak.. W końcu zna Harry’ego bardzo dobrze. A skoro [I.T.P] z nim jest nie powinno się jej nic stać. Odetchnęłam i powróciłam do rozmowy z Lou..


- Spałam z nim.! Czaisz?! – usłyszałam następnego dnia. [K.T.P] siedziała na moim łóżku i omal skakała z radości.
- Z kim? A.. I jak?
- Znaczy.. No.. Tylko spałam.. Że w jednym łóżku i obok siebie.. – stwierdziła smutno. Nie wiem czemu smutno bo ja to bym się cieszyła.
- To źle?
- No nie… Ale byliśmy na imprezie i był wolny jeden pokój a Harry był nieco pijany. Wiec jak ja się położyłam to on tylko się przytulił i zasnął.. A teraz to ja go musiałam odwieźć.. Ehh.. – westchnęła  i się do mnie przytuliła. Nie za bardzo widziałam co mam jej na to odpowiedzieć..

Przez ostatnie dwa tygodnie pisałam z Louisem. O tej samej porze i z tym samym ekwipunkiem. Niby wszystko fajnie ale.. Chciałabym z nim gdzieś wyjść lub się chociaż do niego przytulić..
Tego wieczoru też rozmawialiśmy.
‘Jutro wyjeżdżamy do Stanów L ’ napisał po pewnym czasie nieobecności. Że co?! Nie mógł mnie tak zostawić..
‘ Znów?’
‘ Taak.. Wiesz.. Najwięcej fanów.. I kasy..’ Heh.. No tak.. Kasa.. Fani.. USA.. Ten to ma życie.. Spojrzałam za okno. Tomlinson podchwycił mój wzrok i zaczął coś pokazywać. Nie rozumiałam o co mu chodzi.
‘Przejdziemy się? Xx’ otrzymałam wiadomość po krótkiej chwili. Woohoooo!! Louis zaprasza mnie na spacer!!
‘ Ok.’ Odpisałam i zeszłam z okna. Nie zważając na to, że jest po północy, ubrałam się ciepło i wyszłam przed dom. On już czekał.
- Hej. – przywitał się i mnie przytulił. Tak. Dobrze czytacie. P-r-z-y-t-u-l-i-ł.
- Cześć. – odparłam i się uśmiechnęłam. Serio tylko na tyle mnie stać? – Emm.. Nie słyszałam nic o tym, że wylatujecie.
- Taak.. My też nie.. Dopiero dziś się dowiedzieliśmy. Wyszło tak nagle.. – Louis zawiesił głos. Zdziwiło mnie to. Zawsze jak go oglądałam, gdziekolwiek, to był charyzmatycznym człowiekiem i zawsze wiedział co powiedzieć. - Chciałbym się pożegnać… - złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy. Umieram. Ludzie ja umieram!! Louis Tomlinson, chłopak, który skradł moje serce dzięki internetowi teraz stoi przede mną i patrzy mi się prosto w oczy.. – Będę tęsknić za tymi naszymi nocnymi rozmyślaniami.
- Tak szczerze to ja też. – odpowiedziałam niepewnie i unikałam kontaktu wzrokowego.
- Wiesz.. Nigdy dotąd nie spotkałem kogoś z kim mógłbym tak normalnie pogadać. O wszystkim.. Znaczy no oprócz Hazzy oczywiście – zaśmiał się chłopak. Wait.! Czy.. On przed chwilą zaczął mi mówić co o mnie myśli.? Ja to jestem ogarnięta.. Na prawdę.. – Podobasz mi się wiesz? – powiedział zmuszając mnie przy tym bym spojrzała w jego oczy. Nie mogę w to uwierzyć. No nie mogę..

Siedzę w domu i płaczę. Nie mogę uwierzyć w moją głupotę. Pozwoliłam na to by moja, najprawdopodobniej jedyna szansa spełnienia marzeń legła w gruzach. Jak mogłam być taka głupia i po prostu od niego uciec? Tak.. Uciekłam od Louis’a. Nawet mu nie odpowiedziałam. IDIOTKA!!
A on godzinę temu opuścił Anglię. Będzie w Stanach i znajdzie sobie jakąś inną dziewczynę. A mogłam być nią ja.. Po prostu nie wierzę..

*kilka dni później
- [T.I]!! Coś do ciebie!! – krzyknęła [I.T.P.] wchodząc do mojego pokoju. – Poczta skarbie. – uśmiechnęła się i rzuciła mi kopertę. ‘Nie kojarzę tego charakteru pisma..’ Otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej kartkę.

„Droga [T.I]!
Jesteś wspaniałą dziewczyną. Nie zdążyłem powiedzieć Ci wszystkiego. Nie wiem co było powodem Twojej ucieczki tamtej nocy ale wiedz, że mnie to nie zniechęciło. Wręcz przeciwnie. Odkąd musiałem się z Tobą pożegnać zadręczam się pytaniami ‘Co by było gdyby..’
·         .. gdybyś coś odpowiedziała,
·         .. gdybym Cię nie poznał,
·         .. gdybyś była tu ze mną..
Po prostu nie potrafię zapomnieć. Nie mogę zapomnieć o naszych rozmowach. Mimo, że odbywały się po dwóch różnych końcach ulicy i przez SMS-y, to jednak wiele dla mnie znaczyły. A wiesz dlaczego? Dlatego, że to wszystko było z Tobą. Nie znam Cię długo ale wiem o Tobie tyle na ile to potrzebne. Wiem, że co wieczór o 23.00 siadasz na parapecie swojego okna, okryta zielonym kocykiem z misiem. Ze zwykłą herbatą w czerwonym kubku i oddajesz się fantazji i rozmyślaniu. Wiem, że najbardziej lubisz kolor zielony, a Twoim ulubionym filmem jest ‘Szybcy i Wściekli’. Wiem, że jeśli ktoś jest dla Ciebie chamski to odwdzięczasz mu się tym samym. Wiem, że Twoją ulubioną piosenką jest ‘Hall of Fame’. Wiem, że studiujesz weterynarię. Wiem też, że Twoi rodzice nie są razem, że pochodzisz z Polski, że masz starszego brata.. Wiem też, że ślicznie wyglądasz kiedy się uśmiechasz, a Twoje oczy błyszczą gdy czegoś jesteś niepewna lub się boisz.
Wydaję mi się, że wiem dość dużo. Ale chciałbym dowiedzieć się więcej. Dlatego wysłałem Ci bilet do USA. Jest on na 14.01. O ile dobrze liczę to jest to jutro. Mam nadzieję, że z niego skorzystasz i będziemy mogli wspólnie dalej siebie poznawać. Jeśli nie czujesz tego co ja i zdecydujesz się zostać, zrozumiem. Za bilety nie oczekuję żadnych zwrotów.
Mam jednak nadzieję, że zdecydujesz się przylecieć. Tęsknie za Tobą.
                                          Kocham Cię, Louis”

Kolejna łza spłynęła mi po policzku. Nie mogę w to uwierzyć. Przez chwilę przyglądam się podłużnemu papierkowi, który ma zadecydować o moim życiu. Jeden bilet lotniczy,  a tyle znaczy. Spojrzałam na datę. Jednak Louis lekko się pomylił. Samolot mam za 5 godzin. Oczywiście, że lecę.! Muszę. Przecież.. Skoro go Kocham, z każdym dniem co raz mocniej to… Muszę..

Siedzę już w samolocie. Zaczynam się śmiać na myśl, że połowa mojej walizki przepełniona jest ciuchami [I.T.P]. Panikowała, że będę miała za mało ubrań więc wariatka wrzuciła mi swoje. Ale i tak pewnie nie będą pasować.. Jesteśmy innego wzrostu..
- Panie I Panowie. Witamy na pokładzie samolotu ‘A24 369’ z Londynu do Nowego Jorku. Życzymy miłego lotu i.. – zawsze powtarzają to samo na początku każdego odlotu. Nie chcąc słuchać dalszej gadaniny postanowiłam spojrzeć za okno.
- Prosimy o zapięcie pasów. – usłyszałam z głośników i wykonałam polecenie. Po chwili samolot oderwał się od ziemi. ‘ Witaj przygodo. Witaj Louisie Tomlinson…’  


niedziela, 10 lutego 2013

Imagin z Lou cz.1

Hej.! 
Właśnie wróciłam z zimowiska, a jutro niestety do szkoły ;/ Pomyślałam, że tak na zakończenie ferii wstawię pierwszą część imagina z Lou. Napisałam go w grudniu w prezencie dla Chocolate_Ollie ale stwierdziłam, że może się tu pojawić ;) 
Mam nadzieję, że się spodoba :)
PRZYPOMINAM ŻE POJAWIŁ SIĘ PROLOG  I LICZĘ NA 17 KOMENTARZY!!


Londyn. Zima. Ta pora roku ma na wielu ludzi bardzo negatywny wpływ. Monotonia zimowego krajobrazu, na który składają się niezliczone pokłady bieli, potrafi wprowadzić człowieka w nastrój depresyjny. Jest to dodatkowo potęgowane strugami zimnego powietrza chłostającymi niemiłosiernie twarze przypadkowych przechodniów. Zasmucający jest także widok pustych gniazd, których lokatorzy opuścili Polskę w poszukiwaniu lepszego tymczasowego lokum…
Wśród nich jestem ja. [T.I]. Wybrałam Anglię. Nie jestem jak ptak, który na wiosnę znów odwiedzi swoją ojczyznę ale.. Czuję się tak jak one..
Myślę, że tutaj - w Londynie - się bardziej rozwinę. Pod względem zimowego nastroju, nie różnię się od reszty ludzi. Najchętniej zamknęłabym się w domu.
Mieszkam tu z pewną idiotką.. Mianowicie z [K.T.P.] Pierdoła sama sobie wymyśliła tą ksywkę. Tak naprawdę nazywa się [I.T.P]. Lecz.. Ja zdążyłam się już przyzwyczaić do jej przezwiska. Praktycznie wszyscy tak na nią mówią. I wiecie co.. Pasuje to do niej..
Tylko, że ona przeważnie próbuje wyciągnąć mnie z domu.. Nie wiem jak ale czasem jej to wychodzi.. Jednak.. Gdy tylko mam wolny czas, siadam na parapecie swego okna i patrzę na innych ludzi. Tego dnia też tak było. Spędziłam tam całe przed południe..
- AAAAA!!! Nie zgadniesz kto się przeprowadził naprzeciwko nas!!!  - do mojego pokoju wbiegła [I.T.P]. Oderwałam wzrok od okna i spojrzałam na dziewczynę. Miała lekkie rumieńce na polikach i nosie co świadczyło, że właśnie wróciła z podwórka. Fakt.. nawet butów nie zdjęła. ‘A dopiero co podłogę wymyłam..’ Zgromiłam ją wzrokiem. Musiała mnie chyba dobrze zrozumieć, bo obejrzała się za siebie, a na widok śladów pozostawionych na panelach lekko się skuliła.
- Heh..? Też cię kocham. Ale słuchaj.. Mamy nowych sąsiadów naprzeciwko.
- Wiem. Widziałam przez okno. Chyba ślepa nie jestem. – zaśmiałam się w odpowiedzi na co [I.T.P] tylko wywróciła oczami.
- Wiem, że nie jesteś ślepa ale inteligencją też nie grzeszysz..
- Eejj.. Wiesz co? – znów skierowałam wzrok za okno, udając obrażoną. Już od rana przed domem stały wielkie, białe ciężarówki. Mężczyźni w niebieskich kombinezonach wnosili jakieś meble do domku. Od początku zastanawiał mnie pewien fakt. Mianowicie.. Takich mebli to ze świecą szukać. Wypasione. Drogocenne. O ile się nie mylę to z którejś ciężarówki wynosili łóżko wodne. Dom natomiast nie wyglądał na jakiś specjalnie wyjątkowy. Zwykły, londyński, piętrowy domek. Fakt, że był trochę większy od naszego (wynajmowanego -,-‘) ale nadal pozostawał zwykły..
- Ojj.. no nie obrażaj się. – [I.T.P] podeszła i mnie objęła.- No dalej, zgaduj.. – powiedziała i przeniosła się na łóżko. Widząc, że nie reaguję, wstała z posłania, stanęła przede mną i dodała. – Ehh.. W takim razie pozwól, że ci pomogę.. Powiedz.. Kto w ostatnim wywiadzie powiedział:
‘Zamierzamy zamieszkać razem.
Poczuć się jak ryby wśród swej ławicy…’
Słysząc pierwsze słowa wypowiedziane przez dziewczynę, zeszłam z parapetu i zaczęłam cytować razem z nią.
‘..Oddzielić się trochę od reszty,
Dać im prawo wyboru.
Nasze drogi i tak się kiedyś zejdą,
Więc nie marnując czasu kiedy jesteśmy młodzi,
Postanawiamy żyć.
Jak Tarzan szukający swojej prawdziwej tożsamości,
Jak Bella szukająca swojej bestii..
Tak i my pragniemy doświadczyć czegoś nowego.’
- I Harry.. – krzyknęłyśmy obie, diametralnie zmieniając postawę na powolną i spokojną.
‘Po prostu zamierzamy się wyprowadzić od chłopaków
 i przeprowadzić do miejsca gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał.’
Ze śmiechem opadłyśmy na łóżku. Wszystko miałyśmy opanowane do perfekcji. Gestykulację, słowa mimikę.. Nawet tempo.. Śmiałyśmy się z tego codziennie, przy każdej możliwej i pasującej sytuacji. Czasem dzieliłyśmy się nawet na role. Ja byłam Lou, a [I.T.P] loczkiem.. Muszę przyznać, że dobrze nam to wychodziło. Leżałyśmy wpatrzone w sufit.
- Serio? Lou będzie mieszkał naprzeciw nas.? – spytałam podnosząc się na łokciu.
- Ekhem..
- I Harry.?  - zaśmiałam się widząc spojrzenie [K.T.P]
- No.. Gadałam z nimi..
- CO?!
- Znaczy.. Noo.. Nie z nimi, bo oni mają tu przyjechać wieczorem lub w nocy.. Ale z tymi gośćmi w kombinezonach co wnoszą im meble. Spytałam się kto tu będzie mieszkał, a oni mi odpowiedzieli, że Tomlinson i Styles.
Nie mogłam w to uwierzyć. ‘Chłopak moich marzeń będzie teraz blisko mnie.. Nie.. To i tak się kiedyś zepsuje..’ Biłam się w myślach. [I.T.P.] chyba to zauważyła bo postanowiła zostawić mnie samą. Ja w tym czasie znów siadłam na parapet. Patrzyłam na pracowników. Jest tak zimno, a oni muszą zapierniczać.. Niby to ich praca i co chwila są w domu, ale.. Pewnie nie mogą z niego korzystać..
Zeszłam z okna i udałam się do pokoju [K.T.P].
- Idziesz ze mną rozgrzać tych panów.? – spytałam stojąc w drzwiach. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze strachem w oczach. Dopiero po chwili zorientowałam się co tak naprawdę powiedziałam. – Boże.! [I.T.P.].! Nie o to mi chodziło.. Pomyślałam, że może dać im jakiejś herbaty, zaprosić do nas czy coś..


W końcu obie przystanęłyśmy na moją propozycję i zaprosiłyśmy mężczyzn do siebie. W sumie było ich może z 9 więc się zmieściliśmy w naszym saloniku.
Panowie byli u nas niecałe 15 minut, ale widać było, że trochę im to pomogło. Wychodząc każdy z nich nas przytulił.
Ale nie powiem.. Jeden z nich tak mnie wkurzał, że myślałam, że coś mu zrobię.. No sory bardzo.. Cały czas mi się na tyłek gapił.. Wydaje mi się, że było widać jak chamsko się do niego odnosiłam bo tylko on się ze mną nie pożegnał.. Ale to lepiej.. Zdzieliłaaabym.. Oj, zdzieliła… Ale chwila.. Wy byście tak nie zrobili.? Jak ktoś jest chamski dla mnie, ja jestem chamska dla niego.. Proste i logiczne..
Gdy posprzątałyśmy po gościach, [K.T.P] poszła do siebie, a ja zaczęłam wkuwać do chemii. Wybierając weterynarię wiedziałam, że narażam się na ciężką pracę i naukę ale, że tego będzie aż tyle..? Co prawda był piątek, a ja zajęcia miałam tylko od poniedziałku do czwartku, to wolałam nie odkładać tego na ostatnią chwilę.

Minęła 23,  a ja zamiast oglądać jakiś film to siedziałam nad książkami.. A właściwie.. Leżałam..
Przeciągnęłam się prostując wszystkie mięśnie. Poczułam lekką ulgę.

Zaparzyłam gorącej herbaty i wróciłam do siebie. Nie chciało mi się spać. Byłam zbyt przejęta nowymi wiadomościami by pójść spać. Bezszelestnie weszłam na górę i skierowałam się do swojego pokoju. Wyjęłam z szuflady zielony koc z misiem i rozłożyłam go na parapecie. Ostatnio mocno z niego ciągnęło więc wolałam się zabezpieczyć przed ewentualną chorobą. Usiadłam na miękkim posłaniu, wzięłam czerwony kubek w dłonie i upiłam z niego małego łyczka. Skarciłam się w myślach za głupotę.. Kto normalny siada przy włączonym świetle do okna? Zniecierpliwiona zgasiłam źródło jasności i powróciłam na poprzednie miejsce. W dłoniach poczułam ciepło. Przytuliłam policzek do kubka, a spojrzeniem powędrowałam za szybę. Jak co wieczór zaczęłam zastanawiać się co mnie czeka w najbliższej przyszłości. Czy chociaż raz może mi się poszczęścić?
Po ilości wypitej cieczy, byłam w stanie stwierdzić, że nie siedzę tu długo.. Zazwyczaj wypijałam herbatę zanim skończyłam myśleć.. W tym przypadku było inaczej..
W pewnym momencie na podjeździe domu naprzeciwko rozbłysły reflektory, a po chwili nadjechał srebrny pojazd. Poprawiłam swoją pozycję z półleżącej na siedzącą i z zaciekawieniem przyglądałam się dwóm dość dobrze znanym mi postaciom. Jedna z nich miała na sobie brązowy płaszcz i lakierki dobrane pod kolor. Głowę dekorowała burza gęstych, kasztanowych loków. Druga postać także miała płaszcz.. Jednakże granatowy. Albo to był czarny.. Było tak ciemno, że z trudem mogłam rozpoznać kolory. W oczy rzuciły mi się charakterystyczne czerwone spodnie i białe buty.
- Louis.. – szepnęłam niekontrolowanie.
Harry przez dłuższą chwilę mocował się z zamkiem do drzwi. Gdy je otworzył, ruszył przyjacielowi na pomoc. Wziąwszy od Tomlinsona 2 torby zniknął za drzwiami nowego domu. Lou zamknął klapę bagażnika i ruszył za przyjacielem. Zatrzymał się jeszcze przed wejściem i rozejrzał. Gdy tak się rozglądał.. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Lecz.. Nie do końca byłam pewna czy on o tym wie..
Nie dając po sobie niczego poznać wszedł do środka.
Ledwo się powstrzymałam by nie krzyknąć na cały głos o tym, że Louis na mnie spojrzał. Upiłam kolejnego łyka malinowej herbaty i spojrzałam w rozświetlone, parterowe okna.
W pewnym momencie  światła pojawiły się także w oknach naprzeciwko moich. Brak rolet, żaluzji czy choćby firanek pozwolił mi zobaczyć postać wchodzącą do pokoju. Omal nie spadłam z parapetu gdy zobaczyłam Louisa.. Bez koszulki…
Chłopak położył torbę i zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Jeju.. Czy wy wiecie co ja czułam.? Ten jego wyrzeźbiony tors, lekki zarost na brodzie.. Zaczęłam się śmiać z wystających zza czerwonych rurek, błękitnych bokserek.. Gdy tak podziwiałam najpiękniejszego chłopaka na ziemi, nie zauważyłam, że on w tym momencie patrzył się na mnie.. Zgrzyt, no nie? Więc.. Gdy już zobaczyłam jego wzrok na sobie, lekko się uśmiechnęłam. Musiał mnie jednak widzieć bo odpowiedział mi szerokim uśmiechem.
Kiedy tak na siebie patrzyliśmy, w jego pokoju pojawił się Harry. Wyglądał jakby się skradał więc zaczęłam się śmiać. Lou odpowiedział tym samym i wskazał palcem.. na mnie.?? WTF.. Czekajcie.? Co.? Pokazał NA MNIE?
Jednak dopiero po chwili zorientowałam się o co mu chodziło.. A mianowicie.. Skoczyła na mnie [I.T.P] rozlewając przy tym zawartość kubka.  
- [K.T.P]!! – wydarłam się i skoczyłam jak oparzona. Dziewczyna się chyba wystraszyła bo szybko zapaliła światło. – No dzięki.. Przez ciebie rozlałam herbatę…
- Przepraszam.. Nie chciałam.. – tłumaczyła się dziewczyna i mnie przytuliła.
- Ehh.. No dobra.. Niech ci będzie.. Ale ty idziesz po ścierkę..
Dziewczyna zmrużyła oczy, pogroziła mi palcem.. Ale w końcu poszła na dół. Ja w tym czasie wyjrzałam przez okno. Światło było zapalone lecz w pomieszczeniu nie było żadnego z chłopaków.
Po chwili wróciła moja współlokatorka i zaczęła wycierać bałagan. Ja zaniosłam koc, który dzięki intelektowi mojej współlokatorki także uległ uszkodzeniu, do łazienki. Wsadziłam do miski i zalałam zimną wodą.

- Hej. – usłyszałam za sobą głos, gdy następnego dnia wyszłam z domu.


piątek, 1 lutego 2013

Story I Part 65

Cześć.!
Chciałam Wam powiedzieć, że to już OSTATNI rozdział pierwszej historii... No niestety...
Dziękuję, że przez ten czas byłyście/byliście z bohaterami. Przede wszystkim dziękuję, że pomagaliście mi i Claudii (na początku). Wiem, że nie zawsze chce się komentować ale jest to bardzo ważne dla autorów/autorek. Mi osobiście coś nie pasuje to opowiadanie.. Takie.. Ehh.. Nie ważne.. Mam nadzieję, że kolejne bardziej przypadnie Wam i mi do gustu. Wszą reakcję mogę oceniać po komentarzach i ocenach -,-' 
Tak jak mówię.. Powoli będziemy wkraczać w nowe opowiadanie. Jak wiecie będzie ono o Harry'm. A może nie..? Zobaczycie czytając tego bloga.
WAŻNE!!
Mam gotowy prolog, który pojawi się w zależności od tego czy będzie 13 KOMENTARZY pod TYM rozdziałem. Jeśli nie.. Ukaże się on dopiero w MARCU.
Już wyjaśniam. Stwierdziłam, że zrobię sobie miesiąc 'wolnego' na ogarnięcie chociażby połowy historii i przeniesienie jej z głowy na papier <czytaj: blogowy szkicownik>. W konsekwencji rozdziały będą mogły pojawiać się częściej. Rozdział pierwszy pojawi się w marcu <zależy czy prolog się spodoba. Jak nie, to może później>
Ale spokojnie. Przez ten miesiąc możecie się spodziewać dwóch części IMAGINA. 
PS. Przepraszam za zepsucie tej historii.. Może w kolejnej będzie lepiej..

Granatowe pudełko zawierało w sobie coś.. Niespodziewanego. Kolczyki w kształcie plemników. Alex spojrzała na zawartość, a później na zdenerwowanego loczka. Na jej twarzy zagościł lekki uśmiech. Nie spodziewała się takiego prezentu. Wstała z miejsca i podeszła do Harry'ego.
- Dziękuję. Są.. Idealnie pasują do twojego wisiorka. - zaśmiała się i pocałowała chłopaka. < patrz zdjęcia ze 'Story I Part 18' >
- Myślałem żeby kupić ci je już wcześniej.. Wiesz.. Jakiś wspólny element. - uśmiechnął się.
- Przepraszam ale ja nic dla ciebie nie mam. Przez ten natłok pracy, zwyczajnie zapomniałam.
- Wiesz.. Ty jednak masz coś dla mnie.. - powiedział. Ola spojrzała na niego niepewnie. - Dajesz mi siebie. Mi wystarczy, że tu jesteś.. - przytulił dziewczynę mocno do siebie i pocałował w czubek głowy.
Chwilę siedzieli tak przytuleni, nic nie mówiąc. - Wiesz... - przerwał Harry. - Odkąd jesteśmy razem, bardzo rzadko się kłócimy. W porównaniu z tym co b..
- To źle? Chcesz to ja ci mogę dać powód do kłótni. - Alex podniosła brew do góry. - Dlaczego zawsze wracasz tak późno? Wiesz jak ja się czuję? W ogóle nie spędzamy ze sobą czasu. A w ogóle.. Co to jest? Kolczyki?! Serio?! Tylko na tyle cię stać?! Zamiast mi pomóc, bo ja się całymi dniami zaharowuję na śmierć.. Piorę, sprzątam, gotuję, zmywam, wyprowadzam psa na spacer, wożę dzieci do szkoły i przed..
- Dobra, dobra.. Nic nie mówiłem. - przerwał wyliczanie Oli. Pocałował ją w nos i się zaśmiał. - To ciebie przeważnie nie ma w domu. I od kiedy Lola jest psem i.. jakie dzieci?
- Oj, no przesadziłam trochę.. - uśmiechnęła się i zaczęła zbierać ze stołu.


*sobota po południu
- Aaaaaaaaaaa!!
- Co się stało? - Eric momentalnie zjawił się w pokoju swojej dziewczyny.
- Nie uwierzysz..
- No nie uwierzę... Chyba, że mi powiesz..
- Zadzwonił do mnie producent muzyczny. Powiedział, że widział dzieła jakie stworzyliśmy z Brunem i docenia mój talent. Chce mnie wypromować!!! - Claudia pisnęła i rzuciła się na szyję swojemu chłopakowi.
- To świetnie. I co mu powiedziałaś?
- Że się zastanowię.. - brunetka spojrzała na Eric'a niepewnie.
- Czemu? Przecież to twoja wielka szansa.
- Ale ja muszę to jeszcze przemyśleć.  Nie jestem pewna co do tego.. Może tymczasowa współpraca z Bruno, jest lepszym rozwiązaniem. - powiedziała i siadła na łóżku. Miała wątpliwości. Nie chciała robić problemu swoim dzieciom,a jak na razie była sławna i z bycia ex-dziewczyną Horan'a i produkcji z Bruno Marsem.
- Wierzę, ze postąpisz słusznie. - Hasley objął dziewczynę i pocałował w czubek głowy.
- Nie pomagasz. Ja na prawdę nie wiem co zrobić. Fajnie było mieć taki jednostrzałowiec. Jak w Phineas i Ferb..  - głośno się zastanawiając, przytuliła chłopaka. - Coś się napisze, zaśpiewa, strzeli focha, a potem usłyszy swój kawałek w radiu. - oboje się zaśmiali.
- Ale przecież ty potrafisz śpiewać i kochasz to. Dlaczego nie pójść dalej w tym kierunku?
- Nie mogę ot tak zostawić szkoły muzycznej. Przywiązałam się do tego. Mogę przecież uczyć w tej szkole i..
- Nie sądzisz, że zmarnowałabyś się przez to? - spytał Eric.
- Ehh.. Sama nie wiem.. To trudne.. - westchnęła. - No nic.. Pomyślę jeszcze nad tym. A teraz pomóż mi zawiesić ten obraz. - powiedziała, wskazując na dzieło przedstawiające rozciągającą się łąkę pełną kwiatów. Chłopak spojrzał w tamtym kierunku. Był to bardzo duży obraz. zajmował 1/3 ściany.
- Gdzie chcesz to zawiesić? - spytał.
- Nad łóżkiem. Jest tam tak pusto i stwierdziłam, że coś by się przydało powiesić. - szeroko się uśmiechnęła i podeszła z drugiej strony obrazu.
- To ja pójdę po narzędzia. - zadeklarował Eric i po chwili nie było go w pokoju. Claudia w tym czasie zaczęła rozpatrywać różne możliwości przyjęcia propozycji.
- Jestem! - do pokoju wpadł Hasley. W ręku trzymał skrzynkę z narzędziami. Brunetka się ciepło do niego uśmiechnęła. - To gdzie mam wiercić? - spytał. Dziewczyna wskazała mu miejsca, które już wcześniej starannie zaplanowała. Patrzyła jak chłopak wierci, wciąż rozmyślając nad decyzją. Niestety dźwięk wiertarki nie pozwalał jej się skoncentrować.
Chwilę później oboje stali na łóżku i próbowali przymocować ciężki obraz.
- Wiesz.. Doszłam do wniosku, że nie przyjmę propozycji. - powiedziała w pewnym momencie dziewczyna. Eric się zdekoncentrował i prze nieuwagę puścił trzymany obiekt. W konsekwencji górny róg uderzył go w oko.
- Ał!!!!!!
- Jejku. Nic ci nie jest? - zaniepokoiła się dziewczyna i podeszła do Hasley'a. - Uuu.. Nie wygląda ładnie. Poczekaj. - powiedziała i zbiegła na dół. Wyjęła pierwszą lepsza rzecz z zamrażalnika i wróciła do chłopaka. - Masz. Przyłóż sobie. - powiedziała podając lód. - Co się stało? Dlaczego puściłeś?
- Bo zaczęłaś mówić i się zdekoncentrowałem.. Nie ważne.. Emm.. To dlaczego nie przyjmujesz propozycji.
- Mam 22 lata. Wolałabym się zabawić jako normalny człowiek. Wiem, że bycie gwiazdą to super sprawa i zawsze o tym marzyłam. Ale.. Nie tracąc muzyki, postanowiłam, że założę własną szkołę muzyczną. Zainwestuję pieniądze i powoli będzie się coś rozkręcało. Wystarczy mi to na co naprowadziły mnie bajki. - zaśmiała się wspominając Phineas'a i Ferb'a.
- Mądry wybór. Też nie chcę się tobą dzielić z jakimiś fanami.. - prychnął Eric, za co oberwał w ramię. - No co? Taka prawda. - uśmiechnął się i pocałował dziewczynę.
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? Nie chce mi się siedzieć w domu. Może jest gdzieś jakaś dyskoteka czy coś?
- Chyba niedaleko o ile mi się wydaje.. Popieram twój pomysł. Tylko, że ja jutro mam pracę więc nie za długo będę mógł się bawić. - westchnął teatralnie.
- Oj idź ty.. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Pokaż to. - wzięła od chłopaka lód i się skrzywiła widząc fioletowe oko. - no.. To chyba będę musiała pożyczyć ci mojego pudru.. - stwierdziła.
- Noo.. Znaczy co? Ja nie będę się pudrował.. To tylko siniak.
- Ale wiesz jaki duży?
- Co z tego? Nie będę się malować.
- Ah tak? To przejrzyj się w lustrze. - powiedziała pewnie Claudia.
- Dobra. - odparł Hasley i poszedł do łazienki. Po chwili dało się słyszeć tylko jego głos.
- Gdzie masz ten puder?!
Brunetka zaczęła się śmiać i ruszyła na pomoc chłopakowi.


*następnego dnia
Louis i Eleanor siedzieli z dziećmi w salonie przy rozpalonym kominku. Dopiero wrócili z porannego spaceru. W końcu ich dzieci musiały poznać zimę. Małżeństwo siedziało na kanapie, a Tommy i Rose bawili się na podłodze klockami.
- Może teraz im to damy, co? - spytała El.
- Ale co?
- No.. To co przysłała Daisy.
- Ale ona nic.. Aa. Dobra już wiem. - do Lou dopiero dotarło o czym mówi żona. - Ty wiesz w ogóle co tam jest?
- Nie. Nie otwierałam tego, a jak dzwoniła to nie chciała powiedzieć. - odparła El i wyszła z pokoju. Po chwili wróciła z dużym kartonem.
- Rose.. Tommy.. Spójrzcie. - uśmiechnął się Lou, skupiając uwagę dzieci na sobie. Małe oczka powędrowały na tatę, który wraz z mama otwierali pudło.
- Oooo. Spójrz.  Jaka śliczna. - Eleanor zachwyciła się białą sukieneczką w różowe róże. - Ale trafiła z imieniem. - zaśmiała się i podeszła do córeczki by ją przebrać w nowy nabytek. Po chwili dziewczynka kręciła się w falbaniastej sukience.
- A co tu jest dla ciebie.. - zastanowił się Loui przeniósł wzrok z córeczki na zawartość kartonu. Nagle zaczął się panicznie śmiać. - Spójrz. I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie. - powiedział do żony i pokazał granatową koszulkę z napisem 'My dad is.. <znaczek supermana>'. - Chodź tu mój mały. - wziął synka na ręce i zmienił mu koszulkę. - Noo.. Teraz tylko należy poczekać aż dorośniesz i obaj będziemy podbijac świat. - zaśmiał się i z synkiem na rękach, zaczął biegać po całym domu, udając, że lata.
- Świr.. - stwierdziła z uśmiechem El. - A my poszperamy w ciuchach od cioci. - powiedziała i z zaciekawioną Rose, przeglądał resztę ubrań


Harry i Alex siedzieli na skraju zbocza i patrzyli się na rozciągającą pod nimi śnieżnobiałą polankę. Kilka metrów za nimi rosło potężne drzewo, ozdobione białym puchem.
Styles trzymał dziewczynę w objęciach lokując głowę na jej ramieniu.
- Pięknie tu. Często tu przychodziłeś? - szepnęła Ola.
- Zawsze po szkole. To było takie moje oderwanie się od rzeczywistości. Nigdy nie przyszedłem tu ze znajomymi.. Z dziewczynami.. Obiecałem sobie, że to będzie taka moja tajemnica  i nigdy nikomu jej nie wyjawię. - mówiąc to patrzył się na wolno zachodzące słońce.
- To czemu mnie tu zabrałeś? To już nie jest twoja tajemnica.
- Nie. Teraz to jest nasza tajemnica. - pocałował Alex w policzek.
- Lou kiedyś tu był?
- Nie.. Nawet jemu nie pokazałem tego miejsca. - Harry uśmiechnął się na wspomnienie dzieciństwa. Tego jak siadał tu i rozmyślał nad wszystkim.
- A twoja mama?
- Co?
- Nawet jej tu nie przyprowadziłeś? - spytała Ola.
- Coś ty.. Przecież w tedy nie dawałaby mi spokoju. I trzeba by było zmienić miejsce wagarów. - oboje się zaśmiali.
- Wracajmy.. - westchnęła Alex i chciała wstać. Jednak uniemożliwił jej to uściska chłopaka.
- Dlaczego?
- Twoja mama czeka. Wiesz.. Wolę nie podpaść jej po raz kolejny. Wystarczy, że wczoraj nas złapała.. - dziewczyna się nieco speszyła. Styles wybuchnął śmiechem. Nie mógł zapomnieć wyrazu twarzy rodzicielki, kiedy z Robinem wrócili do domu.
- Nie przesadzaj.. Nie było tak źle...
- Nie było tak źle? Nie było tak źle?! A ty jakbyś zareagował, gdybyś po powrocie do domu, zobaczył w kuchni swojego syna, obejmującego dziewczynę i wykonującego dość nietypowe ruchy biod..
- Dobra, wiem o co ci chodzi.. Nie kończ..
- Dziękuję. - odetchnęła. - Poza tym robi się chłodno..
- To wiesz co? - szepnął jej do ucha. - Zamknij oczy..
- Po co? - spytała, niepewnie wykonując polecenie. - Nie.. Ty mnie wywalisz w tą zaspę na dole..
- Hahah.. Nie.. Ale kusząca propozycja. - zaśmiał się i przytulił Alex. - Zamknęłaś?
- Yhym.
- I pomyśl sobie o gorącej plaży, morzu.. Przypomnij sobie Australię.. Fale uderzające o brzeg.. - Harry także przymknął powieki. Oboje siedzieli i przytuleni do siebie chwilowo oderwali się od chłodnej zimy.
Nagle Olę opętał niepohamowany śmiech.
- Co się stało?
- Hahah.. No nic.. Zrobiłam to co mi kazałeś i..
- Iii?
- Przypomniało mi się jak na statku spadł ci ręcznik. - Alex cały czas się śmiała.
- Ejj.. To nie było śmieszne..- naburmuszył się chłopak i wstał. Udał się w kierunku drzewa. Stanął przy nim i zaczął się po nim rozglądać.
- Oj nie gniewaj się. Wiem, że to przez Lou.. - Ola podeszła do niego. - Czego szukasz? - spytała, podążając za wzrokiem chłopaka.
- Em.. - Harry nagle zmienił ton, postawę. Jego głos lekko zadrżał, jakby się czegoś obawiając. 'Dobra Styles.. Przecież kiedyś w końcu to ty musisz zrobić ten pierwszy krok.' pomyślał. Jego zielone tęczówki spojrzały w rozbawione oczy Oli. Jedną dłonią złapał Alex, a drugą wskazał na napis wyryty w korze.
- Harry +
........
= Love For The End Of The World
Przeczytała na głos i spojrzała pytająco na chłopaka. On przez cały czas się na nią patrzył i mocno ściskał jej dłoń. 'Dobra.. Teraz albo nigdy..' pomyślał i głęboko odetchnął.
- Kiedy miałem 14 lat, zerwała ze mną dziewczyna, na której mocno mi zależało. Czułem się pusty i samotny. Kiedy przyszedłem tutaj, przyrzekłem sobie, że przyprowadzę tu kiedyś dziewczynę moich marzeń. Mój największy skarb i miłość co do której nie będę miał wątpliwości. Wyryłem tu ten napis z nadzieją, że w miejscu kropek pojawi się imię najważniejszej dla mnie kobiety. - Harry wziął głęboki wdech i sięgnął do kieszeni kurtki. Wyjął z niej małe, czerwone pudełeczko. - Odkąd poznałem ciebie, moje życie się zmieniło. Przestało mi zależeć tylko na zabawie. Spojrzałem na życie pod innym kątem. To ty sprawiłaś, że każdego dnia budzę się z uśmiechem na twarzy. Nawet jeśli mam wstać przed 6 na zajęcia.. - lekko się zaśmiał i spojrzał prosto w oczy dziewczyny. - Gdybym nie poznał ciebie, kto wie gdzie i z kim bym teraz wylądował.. - Styles klęknął, a gdy otwierał pudełeczko ręce mu drżały. - Nawet nie chcę sobie wyobrażać takiego życia. Chciałbym do końca życia dzielić z tobą mój świat, dom, serce, rodzinę.. Wszystko. Jesteś najwspanialszą osobą jaką znam. Przy tobie czuję się jak małe dziecko, które nie ma o niczym pojęcia. Pomimo minionej sławy, fanek, pieniędzy i tego wszystkiego co dla niektórych jest priorytetem, wiem że to ty jesteś tą lepszą częścią tego związku. Nie wiem czy potrafię dać ci to czego potrzebujesz ale.. Kocham cię. Uczyń mnie najszczęśliwszym człowiekiem i pozwól mi wpisać swoje imię w miejsce kropek, a moje nazwisko niech stanie się naszym. Pozwól mi budzić się, zasypiać, być przy tobie do końca życia. - Harry patrząc na załzawione oczy Alex, z drżącym głosem, kontynuował - Pozwól mi być ojcem twoich dzieci, opiekunem, przyjacielem.. Mężem.. - po policzkach Oli spływały łzy. Usta zakryła dłońmi, słysząc ostatnie zdanie wypowiedziane po polsku.- Wyjdziesz za mnie? - spytał, również w ojczystym języku dziewczyny. Alex nie mogła wypowiedzieć ani słowa. Była zdezorientowana, przestraszona ale i szczęśliwa. Pokiwała twierdząco głową, i podając Harry'emu dłoń, klęknęła naprzeciw niego. Po chwili na jej palcu zagościł pierścionek w kształcie dwóch serc. Jedno ze złota, a drugie ze srebra. Po środku każdego, widniał brylancik.
- Nie ma lepszej części związku. Jeśli dochodzi do takiej sytuacji jak teraz, to znaczy, że obie są idealne. - powiedziała przez łzy. - Kocham cię. - pocałowała narzeczonego i mocno przytuliła. Pomimo szalika, poczuła na swojej szyi ciepły oddech i łzy. Podniosła głowę i spojrzała w szklane oczy chłopaka.
- Ja kocham cię bardziej. - powiedział i podniósł Olę na ręce. - Musimy coś jeszcze.. - przypomniał i wyjął z kieszeni scyzoryk.
- Mogę ja? - spytała dziewczyna. Harry spojrzał na nią i podał narzędzie.
Gdy brunetka się odsunęła, on mocno ją objął. Razem patrzyli na ich wspólne dzieło:
Harry + Alex
Styles
Love For The End Of The World And Longer


*KILKA LAT PÓŹNIEJ
Zayn pracuje w Londyńskiej szkole jako nauczyciel języka angielskiego. Co nieco pomogła mu ciocia Alex, ucząca w tej placówce. Perrie wraz z Little Mix dalej podbijają świat, tworząc nowe hity. Kobita często zabiera na próby synka. Ryan odziedziczył po rodzicach niesamowity głos i już jako kilkuletnie dziecko przejawia niesamowity dar. Wraz z zespołem mamy, czasem udaje mu się co nieco zaśpiewać, a w tedy.. Wszyscy leżą..
Louis stał się właścicielem kawiarni, w której wcześniej pracował. Interes się rozwija, klienci przybywają. Tomlinson zostawił znajomych z kapeli i teraz oni umilali gościom pobyt w kawiarence. Eleanor znalazła pracę jako psychoterapeutką. Dzięki ukończonym studiom, zatrudnili ją do pomocy dorosłym ludziom. Ma własny gabinet i w tygodniu spotyka się z wieloma problemami życia codziennego. Rose i Tommy chodzą do przedszkola. Wychowawczyni jest bardzo dumna z bliźniaków. Chociaż.. Martwi się co do zachowań Tommy'ego.. Co raz częściej wymyka się z przedszkola twierdząc, że świat potrzebuje jego pomocy..
Ally jest oligofrenopedagogiem. Pomaga dzieciom niepełnosprawnym. Uczy je mówić, pisać i pomaga przetrwać życie gimnazjalne. Niall założył szkółkę golfową. Chciał połączyć swoją pasję z czymś pożytecznym. Jeden z jego podopiecznych, w pierwszym roku nauki, zajął drugie miejsce w międzyszkolnym konkursie juniorów.
Danielle i Liam powrócili do miejsca, w którym się poznali. X-Factor.. Danielle dalej tańczy i urozmaica występy swoimi ruchami, a Liam jest jednym z jurorów. Jack zaczął szkołę. Razem z Wandy chodzą do pierwszej klasy. Namówili rodziców, by trafili do jednej klasy. Obie rodziny się polubiły i wybaczyły dawne nieporozumienia. Co raz częściej się odwiedzają, a ich pociechy nie mogą się sobą nacieszyć.
Claudia zaczyna karierę w swojej szkole muzycznej. Interes się kręci gdyż ma utalentowanych pracowników i zgłasza się mnóstwo chętnych. Jej szkoła jest wyjątkowa też dlatego, że często jest odwiedzana przez różne sławy. Ed Sheeran, Bruno Murs, byli członkowie 1D pomagają czasem w lekcjach i dofinansowyją szkółkę. Oczywiście wciągają w to tez inne gwizdy. Eric jest dumny ze swojej dziewczyny. Sam dostał awans i w najbliższym czasie planyje oświadczyć się Claudii.
Harry z Alex podczas podróży poślubnej, odwiedzili Nowy Orlean. Poznali tajemnice muzyki Jazz'owej i.. Nie tylko.. Po jakimś czasie okazało się, że Ola jest w ciąży. Urodziła zdrowego chłopczyka, z którym obecnie mieszkają w Horsforth. Harry zdał studia magisterskie i może zacząć pracować jako fizjoterapeuta. Alex natomiast zajmuje się dzieckiem, a jakąkolwiek pracę wykonuje w 'domowym biurze'...
Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Tak więc.. Każdy ruszył swoją drogą.. Zajmują się swoim życiem, swoimi problemami.. Co raz mniej czasu dla starych przyjaciół. Ale tak zawsze bywa. Przyjaciele są, a później i tak trzeba się z nimi rozstać i podążyć swoją własną ścieżką. Te kilka wspólnie spędzonych lat pozostanie w ich wspomnieniach na zawsze. Nawet jeśli będą mieli się więcej nie zobaczyć..
Każdy z nich spełnił swoje marzenia. Kto powiedział, że będąc gwiazdą Boyband'u, nie można być nauczycielem czy lekarzem. Mieli takie marzenia? Pozostawione, dla sławy, w poczekalni? Teraz do nich powrócili i je ziścili. DLATEGO PAMIĘTAJCIE:

WARTO MIEĆ MARZENIA I DĄŻYĆ DO ICH SPEŁNIENIA!!

* * *

Kolczyki dla Alex ;)

Sukienka Rose :D

Koszulka Tommy'ego ;D


Holmes Chaple :)

Pierścionek zaręczynowy *_*


THE END...


URODZINY HARRY'EGO!!
Ekhem.. A więc.. Dzisiaj, chłopak który w wieku 16 lat poszedł do X Factor, wraz z zespołem zawładnęli światem, kończy 19 lat... Tak.. To już 19 lat Harry.. Starzejesz się.. A ja nie widzę przy tobie Twojej Special Lady.. (ja wiem.. ty czekasz na mnie ;) <-- taki joke :P)
Hmm.. Życzę Ci byś NIGDY się nie zmieniał. Zawsze masz być sobą i nie patrzeć na to co myślą inni <czytaj: 'fanki'>. To TY masz być szczęśliwy. Chcesz być z Tay? Droga wolna. Chcesz być z Caroline? Buena suerte. Chcesz być z moją babcią? Ok. Mogę mieć 3 dziadków.. 
Ale najważniejsze.. Nigdy, powtarzam NIGDY nie zapomnij o chłopakach z zespołu i wiernych fankach. 
A jeśli jeszcze raz zrobisz sobie tatuaż, to obiecuję, że kiedyś Cię znajdę i.. Dobra nie wiem co 'i'.. 
Tyle z mojej strony. Trzymaj się Curly Boy'u ;)
PS. Oj, nie bądź świnia..Poczekaj te 4 lata... :P


sobota, 26 stycznia 2013

Story I Part 64

Witajcie! 
Mam do was kilka informacji ;)
1) Na wasze blogi jest specjalna zakładka 'Your Blogs'. Jeśli chcecie polecić swoje blogi to umieszczajcie je tam, a nie pod postami..
2) Jest to PRZEDOSTATNI rozdział Story I.
3) Właśnie mi się zaczęły ferie!!! < Hurrey!! > W związku z tym ostatni rozdział pokaże się w piątek. Gotowy jest już prolog do kolejnej historii. Jeśli chcecie żeby ukazał się niedługo po zakończeniu opowiadania to proszę o minimum 13 komentarzy pod ostatnim rozdziałem. Chodzi po prostu o to czy jest sens pisać teraz..
4) DZIĘKUJĘ WAM!! Nawet nie wiecie jak ciepło się robi czytając komentarze i widząc taką ilość wyświetleń *_* Jesteście wielcy. Dziękuję, że ze mną jesteście xx 
5) W piątek więcej informacji ;)



Za oknem śnieg powoli spadał na zamarzniętą ziemię. Tego dnia w Londynie wyjątkowo zagościła biała pierzynka.
Było ok. 8 rano, kiedy nagle ktoś musnął Louis'a po twarzy. Chłopak otworzył oczy i zobaczył swoją żonę. W ręku trzymała mały pakunek.
- Wesołych Mikołajek! - powiedziała wręczając pudełeczko ukochanemu.
'Shit! Kompletnie zapomniałem, że to już dziś!' pomyślał ledwo żywy Tomlinson, lekko się uśmiechając by El niczego się nie domyśliła.
- Dziękuję.. - wydusił.
- Otwórz! - nalegała Eleanor.
Louis powoli zaczął drzeć czerwony papier. Jego oczom ukazało się pudełko. Otworzył je, a w środku znalazł srebrny zegarek 'TIMEX'. Chłopak wytrzeszczył oczy i spojrzał na żonę. Ona zaś patrzyła i oczekiwała jego reakcji.
- I co? Podoba ci się?
- O-o-o-.. Oczywiście. Jest śliczny. Dziękuję. - odparł i pocałował ją. W tym momencie odezwały się bliźniaki.
- Chyba one też się czegoś domagają. - zaśmiała się Eleanor. Lou westchnął i odgarną papiery na bok. Przetarł oczy i ruszył w stronę drzwi.
- Chyba będziem...El? - mężczyzna odwrócił głowę i spojrzał na leżącą żonę. - Ej.. Ty mnie obudziłaś więc idziesz ze mną do dzieci. - powiedział poważnym tonem.
- Ejj.. Lou.. Ja się nimi często zajmuję.
- Ja też.. Oj no chodź.. Są Mikołajki... - chłopak złapał żonę za rękę i pociągnął. Nie widząc reakcji, walnął w nią poduszką.
- Co to było?! - oburzyła się kobieta.
- Twój prezent mikołajkowy. - zaśmiał się Louis i wybiegł z pokoju.
- Louis! - krzyknęła za nim El i pobiegła w jego stronę. Na korytarzu dostrzegła zamykane drzwi od pokoju dzieci. Podbiegła do nich i nacisnęła klamkę. Powoli pchnęła drzwi i wystawiła głowę. Dostrzegła tylko swoje dzieci przytrzymujące się kojców. Podeszła do Rose i wzięła ją na ręce. W tym momencie poczuła dłonie na swoich biodrach i ciepły oddech za uchem.
- Taki żarcik. - zaśmiał się Lou i pocałował żonę w policzek. - Trzeba się zbierać bo musimy gdzieś pojechać. - powiedział i wyjął Tommmy'ego by maluch mógł spokojnie podeptać.
- A gdzie ty chcesz jechać? - zdziwiła się Eleanor.
- Do centrum handlowego. - uśmiechnął się szeroko i wyszedł do łazienki, pozostawiając żonę z dziećmi.


Zayn, Perrie i Ryan dojechali do domu państwa Payne.
- A jakiego on będzie wyznania? - spytała Per gdy wysiadali z samochodu.
- Ymm.. Może damy mu wybór? Jak będzie starszy to sam wybierze.. Na razie będzie wychowywany w dwóch religiach.. - odparł Zayn, biorąc synka na ręce. Dziewczyna pozostawiła to bez komentarza gdyż w tym momencie z domu wyszedł Liam.
- O! Cześć! Fajnie, że już jesteście. Hej łobuzie. - przywitał się ze wszystkimi po kolei. - Wchodźcie.
Rodzina weszła do środka. rozebrali się i udali się do salonu gdzie byli już Danielle i Jack.
- Ładny strój. - uśmiechnęła się Perrie, widząc koleżankę w stroju żony św. Mikołaja.
- Dziękuję. A co my tu mamy.. - zastanowiła się. Sięgnęła za fotel i wyjęła zza niego dużego, brązowego misia. - Proszę. - wręczyła go Ryan'owi.
- Spójrz jaki mięciutki. - zagadnął Malik. - Dziękujemy.
- Napijecie się czegoś? - spytał Li, wchodząc do salonu. - Napijecie.. - odpowiedział sam sobie i ruszył do kuchni.
- Cieść. - powiedział Jac'k do małego Ryan'a. Podszedł do niego i patrzył w jego czekoladowe oczka.
- Spójrz. To Jack. - wyjaśniła Edwards synkowi.
- Ciemu nic nie mówi? - spytał chłopczyk.
- On jeszcze nie umie mówić. - zaśmiała się blondynka. - Ale możesz go nauczyć.
- Jak planujecie Święta? - zapytała Dan.
- Emm.. Spędzimy je tutaj. W Londynie. Może rodzina do nas przyjedzie ale my się na pewno nie ruszymy. - wyjaśnił mulat. - A wy?
- My chyba pojedziemy do Ruth. Zaprasza całą rodzinę więc.. Szkoda nie przyjechać. - zaśmiał się Liam niosąc napoje.
A więc temat zmienił się ze Świąt na wypadek, sąsiadów.. Danielle wyjaśniła o co chodziło z jej wypadkiem. Najbardziej z Liam'em dziwili się, ze teraz się bardzo dobrze dogadują z rodzicami Wandy.
- Jack tez ją polubił bo codziennie się pyta czy może się z nią pobawić. - uśmiechnął się Payne.
- Ale teraz gdzieś wyjechali więc nie ma takiej możliwości.
- Ejj.. A może oni kiedyś będą.. No wiecie.. - Zayn poruszał brwiami.
- Zayn! Uspokój się.. - zganiła go Perrie.
- No co?
- Nie, w porządku. Też rozważaliśmy taką możliwość. Ae.. Zobaczymy co czas przyniesie.. Najważniejsze by oni byli szczęśliwi.. - wyjaśniła do  końca Danielle.


-Aaaaa! Serio?! Muzeum Madamme Tussauds?? - Ally nie mogła uwierzyć w to co widzi. Wraz z Niall'em stali przed wielkim budynkiem.
- Z okazji Mikołajek, powiedzmy. - uśmiechnął się i złapał Ally za rękę. Ruszyli w stronę wejścia. Jednak problemem była kolejka. Ciągnęła się na ok. 2h stania. Czerwonowłosej mina zrzedła. - Spokojnie.. Coś się wymyśli.. - powiedział Horan. Nie chciał by jego dziewczyna czekała. Chciał żeby była szczęśliwa i starał się coś wykombinować. - Poczekaj chwilę.
Furby udał się w stronę wejścia. Puszczał mimo uszu nieprzyjemne słowa z ust ludzie czekających w kolejce. Podszedł do ochroniarzy i pokazał im bilet.
Al stała w kolejce i czekała na chłopaka. Nie widać było większych postępów..
Po jakimś czasie wrócił Horan i oznajmił, ze nie da się nic zrobić. Muszą czekać w kolejce, co potrawa najmniej 1,5 godziny.
- Przepraszam.. - powiedział obejmując dziewczynę.
- Nic się nie stało. Wiadomo, ze tu tak jest. - uśmiechnęła się na pocieszenie.

Po dłuuuuuugim staniu w kolejce, para w końcu doczekała się wejścia. Pokazali bilety i mogli zacząć zwiedzać. Wszystko wyglądało jak w rzeczywistości. Jakby przechodzili koło prawdziwych celebrytów.
Ally zachwycała się każdą osobistością i kazała robić sobie ze wszystkimi zdjęcia.
Niall natomiast był już tu kiedyś. Przypomniało mu się jak sami z chłopakami udawali figury woskowe. Uśmiechnął się na wspomnienie dawnych czasów. Szkoda mu było tego wszystkiego. Opuszczać chłopaków, całą ekipę, menadżerów.. Wiedział, ze taka kolej rzeczy.. To był jego czas którego nigdy nie zapomni. Zdjęcia mogą się spalić, filmy skasować ale.. Wspomnienia zostaną na zawsze.
- Spójrz!! Jennifer Aniston!! - krzyknęła Ally 'wybudzając Niall'a. Chłopak się uśmiechnął. Stwierdził, że to kolejny etap w jego życiu, którego nie może zmarnować.
Podszedł do dziewczyny i zrobił jej zdjęcie z figurą aktorki.
- Kocham cię. - powiedział. - Teraz ty mi zrób zdjęcie z All'em Pacino. - zaśmiał się wręczając Ally aparat.


- El.. Jestem już zmęczony.. Wracajmy.. - Louis co chwila narzekał. Spędzili z żoną i dziećmi w centrum ponad 4 godziny. A kupili tak na prawdę tylko koszulki i drobne zabawki dla dzieci oraz czapkę Mikołaja i rogi renifera.
- Kochanie.. Spójrz ile tu ładnych rzecz...- Eleanor przerwała bo właśnie rozległ się alarm. Bramki stojące przy wejściu do sklepu, który właśnie zamierzali przemierzyć, paliły się na czerwono. Małżeństwo rozglądało się po sobie. Ani Tommo, ani Rose nie mogli nic wziąć. Przecież dopiero weszli do tego sklepu.
- Spokojnie. To nic poważnego. - podeszło do nich dwoje ludzi. Ochroniarz i jakiś starszy facet w białej koszulce i koszem.
- W ciągu tej godziny jest pan 500 klientem. - powiedział koleś z koszykiem i podał Louisowi kosz. Tomlinson rozejrzał się dookoła. Ludzie w sklepie patrzyli na niego dziwnie nieprzyjemnym wzrokiem. - Wygrał pan coś dla siebie i pana małżonki. Do pana należy wybór czy będzie to komplet piżam marki 'CocaCola' czy darmowy udział w pokazach pielęgnacyjnych.
- Gratulacje. - dołączył się ochroniarz.
- Emm.. Wybieram komplet piżam. - powiedział Louis.
- A to na osłodzenie. - uśmiechnął się koleżka w białej polo i podał mu kosz ze słodyczami. - Poproszę za mną po odbiór.
Tomlinson spojrzał na żonę. El się tylko uśmiechnęła i nakazała mu głowa iść za mężczyznami. Lou przechodząc obok niej, zdążył zapytać się o rozmiar.
Eleanor stała z bliźniakami w miejscu. Wyjęła z koszyka 2 batoniki i wręczyła je dzieciom. Po chwili wrócił Louis i uśmiechając się wymachiwał paczkami z piżamą.
- I czego się cieszysz? - spytała Mrs. Tominson.
- Bo to ja wygrałem,  a ty byłaś przede mną.. - zaśmiał się szyderczo. Eleanor wywróciła tylko oczami.


- Co robisz? - spytał Eric, wystawiając głowę do pokoju Claudii.
- Czytam sobie. - odpowiedziała nadal patrząc w książkę.
- Ouu.. A co czytasz? - nie dawał za wygraną.
- Aa.. Takie tam.. Nawet sama już nie pamiętam... A ty nie powinieneś być na służbie?
- Teoretycznie tak, ale jakoś nie chciało mi się iść i.. Zwolniłem się z dzisiaj.. - odpowiedział.
- Aaa..
- Jak było na uczelni? - zagadnął ponownie i usiadł obok dziewczyny. Ona tylko westchnęła, zaznaczyła fragment i zamknęła książkę.
- Może być.. Mamy weekand. A w poniedziałek czeka mnie prezentacja ustana..
- Że co cie..? Ehh.. Nie ważne.. Wiesz co dzisiaj za dzień?
- Piątek?
- Tak.. Ale..
- Dzień dobroci dla zwierząt? Piesku? - zaśmiała się. Chłopak tylko spojrzał kpiąco.
- Nie.. Są Mikołajki i..
- Eee.. Tam.. Mikołajki czy nie i tak obchodzę je jak normalny dzień tygodnia..
Hasley się załamał. Nie wiedział czy dziewczyna żartuje czy nie ale wolał przejść do sedna sprawy.
- Ehh.. Za godzinę masz być gotowa.
- Po co? - zdziwiła się Claudia.
- Idziemy do teatru. Bez wymówek bo bilety są już zarezerwowane od miesięcy.- to mówiąc, pozostawił dziewczynę samą w pokoju.

Tak jak Eric sobie życzył, Claudia była gotowa o 19 do wyjścia. Stała przed drzwiami i czekała na chłopaka.
- Masz te kluczyki?
- Tak.. Już idę.. - odparł schodząc po schodach. - Ślicznie wyglądasz. - uśmiechnął się i pocałował dziewczynę.
- Nie słodź już tak.. - zniecierpliwiła się. Hasley nie widząc powodu takiego zachowania szatynki, pokiwał tylko głową.
- To ' Upiór w operze' - wyjaśnił. Na twarzy dziewczyny od razu zagościł uśmiech. Claudia pocałowała chłopaka i raźnym krokiem wyszła z domu. - Kobiety... - westchnął.


Późny wieczór. Alex weszła do domu, zakluczyła drzwi i zapaliła światło w przedpokoju. Nie mogła się przyzwyczaić do nowego domu. Ten był przestrzenny i bardzo różnił się od mieszkania w Londynie. Co tu dopiero mówić o klitce w Leeds..
Dziewczyna rozebrała się i weszła na górę. Dostrzegła światło dochodzące spod drzwi łazienki. Uśmiechnęła się bo oznaczało to, że Harry był już w domu. Przystanęła na chwilę i między dźwiękami prysznica, usłyszała śpiew. Podeszła bliżej drzwi i wybuchnęła nie pohamowanym śmiechem, słysząc 'You're Beautiful' - James'a Blunt'a. Zapukała do drzwi.
- Wróciłam! - krzyknęła. Po chwili strumień wody ucichł i dało się słyszeć 'fuck'. Pewnie miało być nie słyszalne ale coś nie wyszło. Ola się zaśmiała i już chciała udać się do sypialni ale drzwi się otworzyły. Spojrzała w stronę Harry'ego. Był w ręczniku, a na włosach miał szampon. Pochylił się i pocałował dziewczynę.
- Blee.. Jesteś cały w pianie i mydle.. - wykrzywia się wycierając usta.
- Nie przesadzaj.. Słyszałaś to? - spytał Harry.
- Ale co? To śpiewanie?
- Czyli słyszałaś?
- Hahah.. Tak. - zaczęła się śmiać. - Rozumiem, że było to skierowane do twojego kolegi. - Harry tylko zgromił ją wzrokiem. - Streszczaj się bo padam...
Alex poszła do sypialni i wyjęła materiały potrzebne jej do pracy w domu. Miała szczęście. Szef był wyrozumiały i pozwolił jej przez weekand zająć się robotą w domu.
Niedługo później z łazienki wyszedł Styles. Tym samym udostępnił ją swojej dziewczynie.

Po kąpieli, Ola zeszła na dół. Światło było zapalone tylko w jadalni. Zauważyła w niej loczka robiącego coś przy stole. Podeszła do niego.
- Mmm.. Spaghetti. Tylko wiesz, że jet już po dziesiątej? - upewniła.
- Wiem. Ale dopiero wróciłaś i coś ci się należy po tygodniu pracy. - uśmiechnął się i odsunął Alex krzesło. Sam usiadł naprzeciwko.
- Ehh.. Ale i tak w weekand czeka mnie siedzenie przy papierach. Jak dobrze pójdzie to film nad, którym teraz pracujemy będzie miał swoją premierę w Leeds za 2 miesiące. - uśmiechnęła się Alex.
- To się cieszę. Tylko możesz mieć mały problem bo jutro jedziemy do Holmes Chaple..
- Co?
- Obiecałem mamie, ze przyjedziemy. Spokojnie.. W niedzielę wrócimy.. - wyszczerzył się Curly Boy i włożył porcję makaronu do ust. - Właśnie.. Czemu tak długo się nie było?
- Bo się kąpałam? - spytała retorycznie Ola.
- Wiem, że się kąpałaś.. Ale zazwyczaj wracałaś ledwo po dziewiątej.
Alex utkwiła wzrok w talerzu.
- Em.. No.. Tak jakby się pomyliłam i pojechałam do tego starego mieszkania... - po tym wyznaniu Harry wpadł w niepohamowany śmiech.
- Ale jak?
- No normalnie.. - odparła i ze złością włożyła jedzenie do buzi.
Przez jakiś czas siedzieli nie odzywając się. W pewnym momencie Hazza wyciągnął rękę i chwycił nią dłoń Alex. Dziewczyna spojrzała mu w oczy, a następnie na swoja dłoń. Leżało na niej małe, granatowe pudełeczko.
- Ymm.. To z okazji Mikołajek.. - powiedział niepewnie. Ola obracała chwilę przedmiot w dłoni, co chwila patrząc na chłopaka. W końcu otworzyła pudełko..


* * *
Miś dla Ryan'a ;)

Muzeum Madamme Tussaud...


Lou i El w nowych nabytkach ;D

Coca Cola xD

'Upiór w operze' *_*

Pudełeczko dla Alex...

One Direction :D


sobota, 19 stycznia 2013

Story I Part 63

1) Ankieta została zamknięta. Harry - 34 głosy, a Zayn - 18. Więc zgodzicie się ze mną, że zwyciężył Styles. Także to on będzie bohaterem Story II.
2) Kolejna ankieta także zamknięta. Pierwszy raz zostanie wysłany na MAILE. (więcej informacji w trakcie czytania)


Przed nimi stała posesja, którą mijali kilka minut wcześniej. Schodki, kaganek z balustradą.. Przed domem rosły kwiaty, a przy bramce stała skrzynka na listy. Alex położyła dłoń na ustach, pozwalając łzom swobodnie spływać po policzkach.
- Jak ty..? - wyszeptała. Harry wciąż trzymał ją w objęciach.
- Zayn mi pomagał. Znaczy.. W ogóle to wynająłem firmę budowlaną, a Zayn pomagał mi w urządzaniu.
- A gdzie my tak w ogóle jesteśmy? - spytała między chlipnięciami. Wciąż rozglądała się wokoło, jakby próbując przekonać samą siebie, że to nie sen.
- W Horsforth. - odparł. Nagle Alex odwróciła się i go pocałowała. On się uśmiechnął i podniósł dziewczynę. Zaczął iść w kierunku drzwi.
- Co miałeś na myśli mówiąc 'dla ciebie'?
- No.. W sumie to nie dokładnie się wyraziłem. Zbudowałem go i zaplanowałem dla ciebie ale oficjalnie jest to nasz dom. - kolejny uśmiech posłany w kierunku Alex. - Mam już klucze, a jak się zgodzisz na bycie jedną z właścicielek to jutro jedziemy do urzędu i wszystko podpisujesz.
- A te inne papiery?
- Wszystko załatwione. Czekałem tylko na ten dzień, w którym cię poinformuję. Został tylko twój podpis.
Gdy dotarli pod drzwi, Styles wyciągnął klucze i przepuścił Olę. Dziewczyna niepewnym krokiem weszła do środka. Na początku znalazła się w dużym hallu. Kształtem przypominał nieco kwadrat. Po prawej stronie znajdowały się schody prowadzące na górę. Od razu pod nimi ulokowane zostały drzwi. Do garderoby, z tego co mówił Harry. Równolegle do schodów znajdowały się kremowe drzwi. Ola otworzyła je, a jej oczom ukazała się toaleta. Nie była ona klitką ale znajdowały się tam tylko ubikacja, umywalka, nad którą wisiało lustro i szafka. Dziewczyna zamknęła drzwi i ruszyła dalej. Po ok.1,5 kończyła się ściana przedpokoju, a do siebie zapraszała jadalnia. Za framugą bez drzwi ukazał się przyjemny widok. Ściany pomalowane na bordowy kolor z ciemnymi meblami. Kontrastu dodawały białe sztory zawieszone na oknach. Pomieszczenie było duże, niewątpliwie.
Naprzeciw rozciągał się salon.
- Spójrz tam. - wskazał Harry na 'ukryte przejście'. Po prawej stronie salonu widniała kuchnia. W jasnych kolorach, z elementami niebieskiego. Alex zawsze marzyła o takiej kuchni. W pewnym momencie poczuła podmuch wiatru. Odwróciła się i dostrzegła loczka stojącego przy otwartych drzwiach. Prowadziły one do ogrodu. Nie był za wielki ale dla nich wystarczył. Pod płotem rozciągały się krzewy, a po środku była plama pustej przestrzeni.
- Pięknie. - powiedziała Ola przecierając oczy i wpychając się pod ramię Styles'a.
- Noo.. Znaczy. Chodź na górę. - odparł i pociągnął dziewczynę na piętro. Alex nie była przyzwyczajona do schodów po prawej stronie. Zazwyczaj spotykała się z tymi po lewo. jedną z nietypowych rzeczy było półpiętro na którym znajdowały się drzwi. Zajrzeli tam i zobaczyli pokój. Taki zwykły gościnny pokój.
Na górze, spotkali się z hallem równie dużym co na dole.
Harry zaprowadził Olę do sypialni. Była przestrzenna i w jasnych odcieniach. Ściany były koloru jasnej zieleni, która przechodziła w odcień pistacjowy. Łóżko znajdowało się prawie na środku pomieszczenia, pokryte ciemnozieloną pościelą. Kontrastował ona z białym obiciem. Po obu stronach łóżka znajdowały się okna, wychodzące na ogród. Po prawej stronie stała szafka nocna z szufladką i i lampką. Szafy na ubrania umieszczone były po prawej stronie pokoju. Ola odwróciła głowę w przeciwną stronę i dostrzegła komodę nad którą wisi lustro. Obok niej ustawiona była doniczka z wysokim kwiatem..? drzewkiem..? Nie wdając się w szczegóły, Alex ponownie przytuliła chłopaka.
- Zobacz coś jeszcze. - powiedział i zaprowadził na drugą stronę korytarza. Alex uchyliła drzwi i dostrzegła ciemne, niewielkie pomieszczenie. Weszła głębiej i zaniemówiła. W tej samej ścianie co były drzwi, zrobiona została wnęka. W niej ustawiono biurko i 4 monitory. Jeden zajmował całą wnękę -bodajże TV- a 3 pozostałe ustawione na biurku. Stał tam także fotel na kółkach. Na ścianie równoległej umieszczony był niewielki narożnik i stolik.
Dziewczyna zaniemówiła.
- Podoba się? - spytał Curly Boy. Jedyny odzew jaki dostał to mocny uścisk i obsmarkany płaszcz.. Żartuję.. Choć Alex rzeczywiście lała swoje łzy szczęścia na jego okrycie..


- Liam! Spójrz! Mamy chyba nowych sąsiadów. - powiedziała Dan do męża. Payne wyjrzał przez okno i dostrzegł białą furgonetkę i ludzi wynoszących meble.
- Masz rację. Powinniśmy ich jakoś przywitać.
- Teraz? Może poczekamy do wieczora.. Niech się urządzą czy coś.. - rzekła niepewnie i spoglądając za okno.
- Po co czekać? Ja tam idę.. - powiedział pewnie mężczyzna i założył buty.
- To ja popatrzę.. - mówiąc to, wzięła Jack'a na ręce. - Cicho Muddler..
Kobieta widziała jak mąż z kimś rozmawia. Niestety ciężarówka zasłaniała tę osobę.. W pewnym momencie Liam zaczął się śmiać. Danielle nie wiedziała o co chodzi ale w skupieniu obserwowała przebieg zdarzeń.
Po jakimś czasie zauważyła, że jej mąż wraca.
- I co? Mili są? - dopytywała od progu.
- Tak. Rozmawiałem z jednym facetem. Nazywa się Tyler. Razem z żoną Rihanne i córką Wandy są.. Ciemnej karnacji. - wytłumaczył Payne, zdejmując kurtkę. 'Wandy.. Coś mi to mówi..' próbowała przypomnieć sobie Dan. - Bardzo mili ludzie jednak niepewni na początku. Myśleli, że skoro są innego koloru to chcę im coś zrobić.. Nie powiem.. Przestraszyłem się na początku.. Ale zapewniłem ich, że przyszedłem się zapoznać bla, bla, bla..
- Co' bla bla bla'? Te twoje 'bla bla bla' może być ważne..
- Oj, nie panikuj, kochanie.. Umówiliśmy się dziś na kolację. U nich. Wandy jest w wieku Jack'a więc będą mogli się razem pobawić.- zapewnił i pocałował Danielle w czoło. - Chodź do mnie młody! - krzyknął i wziąwszy syna na ręce pobiegł z nim do salonu.
Mrs. Payne jednak nie była przekonana. Skądś kojarzyli jej się ci ludzie.. Ale skąd?


- Ryan.. Gdzie jesteś? - Saffa chodziła po całym domu, szukając bratanka. Przecież miał niecały rok i nie umiał chodzić więc nie mógł od tak zniknąć. - Chyba, że.. MAMOOO!! Widziałaś Ryan'a!? - dziewczyna pobiegła do sypialni mamy. Na łóżku dostrzegła rodzicielkę i małego dzidziusia. Chłopiec nie spał. Patrzył na nią czekoladowymi oczkami i ssał smoczka. - Chodź do mnie. - uśmiechnęła się i wzięła chłopczyka na ręce. Przeszła z nim do salonu chciała zabawić go klockami, jednak po dłuższym namyśle stwierdziła, ze jest za mały na taką zabawę. W zamian włączyła mu 'Zakochanego kundla' na DVD. Sama lubiła tę bajkę więc z chęcią ją oglądała. Posadziła Ryan'a na kolanach, oczywiście uważając na główkę i kliknęła PLAY.
Po jakiejś godzinie oglądania do domu przyszedł Zayn i Perrie.
- Cześć. Jak było? - spytała dwudziestolatka.
- Aaa.. Spoko. - odparł brat dziewczyny. - Muszę jechać jeszcze do Loli bo jutro mam zawieźć ją do Hazzy..
- Kochanie.. A czy ty nie uważasz, że już dużo dla nich zrobiłeś? - zagadnęła Perrie, nalewając soku pomarańczowego do szklanki.
- Co masz na myśli?
- No.. Pomogłeś Harry'emu przy dekorowaniu domu, dzisiaj zawiozłeś mu część rzeczy,a teraz słyszę, że jeszcze ich kotem masz się zająć. Nie uważasz, że to lekkie przegięcie?
- Nie.. Pomagam mu bo go kocham jak brata. To dla mnie żaden kłopot pojechać do Leeds i wziąć kotkę. - powiedział pewnie Zayn.
- Ale..
- Bez ale... Perrie.. Ty dla Jesy lub Jade nie zrobiłabyś tego?
- No zrobiłabym..
- Więc mnie zrozum..
- Ale to jest dużo pracy, Zayn. - blondynka pozostawała nieugięta.
- Wiesz co.. Nie będę z tobą o tym teraz rozmawiał.. - zdenerwował się chłopak. - Saffa.. Jedziesz ze mną i Ryan'em do Leeds?
- No chłopie.. Jedziemy? - zagadnęła dziewczyna bratanka. - Jedziemy. - to mówiąc podała małego Zayn'owi i pomogła go przebrać.
Perrie została na dole w złym nastroju.. Chciała już jak najszybciej wrócić do siebie. Do Londynu. Nie żeby było jej tu, w Bradford źle ale.. We własnym domu to coś zupełnie innego..


- Idziesz? - Liam i Jack byli gotowi do wyjścia na kolację.
- Wiesz.. Mam małe wątpliwości co do tych ludzi.. - powiedziała niepewnie.
- Oj.. Nie dramatyzuj.. Wszystko jest w porządku..
- No nie wiem..
- Mamo.. Chodź.. - Jack pociągnął Dan za rękę. Kobieta się uśmiechnęła i spojrzała na męża.
- Ehh.. Może macie rację..
Chwilę potem cała czwórka była po drugiej stronie ulicy. Zapukali, a drzwi im otworzyła kobieta.
- TO TY?! - krzyknęły obydwie z Danielle. - Co ty tu robisz?!
- Emm.. To wy się znacie? - spytał zmieszany Liam.
- Kochanie.. To ta kobieta, która mnie pobiła..
- Dziecko chciałaś mi zabrać!
- Nie chciałam. Pomyliłam go z moim.. Jack? Jack?! - małżeństwo zorientowało się, że nie ma chłopca.
- Co się dzieje? - spytał mężczyzna wychodząc z pokoju. - O! Liam. Już jesteście. Wejdźcie. - uśmiechnął się.
- Nigdzie nie wchodzimy. - powiedziała stanowczo Dan.
- Czemu? - zdziwił się Tyler.
- Twoja żona chciała mnie zabić!
- Wypraszam sobie! Rihanne jest porywcza ale..
- To prawda. Ona zabrała naszą Wandy.
- Nie zabrałam! Pomyliłam.. A teraz mojego dziecka nie ma - Danielle wpadła w rozpacz.
- Nie płacz kochanie. - Liam ja przytulił.
- Co ty jej zrobiłaś? - odezwał się Tyler do żony. Kobieta wyjaśniła mu sytuację ze swojego punktu widzenia. Łącznie z tym, że z bratem i jego kumplem napadali na żonę Liam'a.
- Najmocniej was przeprasz..
- Dobra.. Gdzie mój Jack?! - krzyknęła Dan przez łzy.
- Może jest..
- Mamo.! Zobacz to Wandy.. - usłyszeli dziecięcy głos. Za raz potem ze schodów zeszła dwójka dzieci trzymająca się za rączki.
- Synku. Nic ci nie jest? - dopytywała Danielle oglądając go całego.
- Tato.. To Jack.. Może zostać? - spytała dziewczynka swojego taty.
- Jak jego rodzice się zgodzą.. - odparł, spoglądając po małżeństwie.
Liam i Dan spojrzeli na siebie, a dzieci nie czekając na odpowiedź pobiegły na górę.
- To chyba znaczy tak.. - powiedziała Dan siląc się o lekki uśmiech.


Alex i Harry siedzieli w salonie i próbowali najeść się chińszczyzną. Nie było to łatwe bo co chwila coś uciekało im z pałeczek.
- Dobra! Ja się na jadłam.. - powiedziała zdenerwowana Ola i położyła do połowy opróżnione pudełko na stoliku.
- Oj no spróbuj. To nie takie trudne..
- Taa.. Yhym.. Dla kogoś kto się posługuje pałeczkami nie pierwszy raz to nie trudne.. - prychnęła. - Dobra.. Idę do wanny.. Może mi przejdzie..
Po tych słowach skierowała się do nowej łazienki i napuściła gorącej wody.

[     Ten fragment będzie wysyłany na wasze MAILE. Przyjmuję wasze adresy TYLKO na marzenia.londyn.1d@spoko.pl lub @Alex_Parol.
Nie piszcie adresów w komentarzach gdyż mogę ich nie zauważyć. (osobiście wolałabym o wysyłanie TYLKO na adres bloga.)
Możecie je wysyłać kiedy chcecie i niezależnie czy będzie już kolejna historia. Zawsze Wam wyślę ten fragment więc no panic ;)       ]

Harry;ego obudziło dzwonienie do drzwi. Spojrzał sennie na dziewczynę leżącą obok i się uśmiechnął. Nie przypominał sobie, żeby byli ubrani kiedy zasypiali, a teraz Alex miała na sobie jego czarną koszulę. Pocałował ją lekko w czoło i założył dresy. Zapominając o jakimkolwiek innym okryciu, zbiegł na dół i otworzył drzwi. Za nimi stał Zayn.
- Ooo.. Widzę, że mieliście ciekawą noc.. - zaśmiał się mulat, uporczywie patrząc na malinową plamkę na szyi kumpla.
- Emm.. Można tak to ująć. 
- Alex się zdecydowała.
- Hah.. Tak. Inaczej bym nie śmiał..
- Ja wiem wiem.. - zaśmiał się Malik. - Mam resztę waszych rzeczy.
- O! Dzięki. A jak tam Lola? Nie psociła za bardzo? - zainteresował się Styles.
- Ehh.. No tak.. Kot.. Nie.. Ale wiesz.. Tyle co ją nakarmiłem, pobawiłem się i wcisnąłem do klatki. Ale skórkowana uciekała jak ją zobaczyła. - zaśmiał się Zayn.
- Hah.. Wiesz co? Wejdź.. Za chwilę się to wniesie. - powiedział Harry jeszcze nie do końca rozbudzony.
- Emm.. Nie mam za bardzo czasu. Dziś z Perrie i Ryan'em wracamy do Londynu. Dość długo pobyliśmy u rodziców..
- Aa.. no tak.. Przepraszam, że tak wyszło.. Ale jednocześnie jestem ci ogromnie wdzięczny. - Styles przytulił kumpla.
- Eee.. Tam... Zawsze do usług. A teraz pomóż mi to wypakowywać..


* * * 
Horsforth ;)

Kuchnia :D

Biuro Alex *_*

One Direction ;D

sobota, 12 stycznia 2013

WAŻNE!

Po lewej stronie znajduje się ankieta 'Czy chcecie abym napisała pierwszy raz Alex?.' W ciągu 2 dni możecie oddawać swoje głosy. Jednak jesli większość będzie na tak to ten fragment nie pojawi się na blogu. Osoby, które będą chętne do przeczytania tego, będą musiały wysłać mi takowe zgłoszenie na tt lub maila bloga. Ten fragment wyślę Wam na pocztę. Nie chciałabym umieszczać takich rzeczy na stronie głównej więc każdy będzie czytał na swoją odpowiedzialność. Na pocztę i tt wchodzę codziennie więc nikogo nie pominę. ;)
Dziękuję za uwagę :D

Story I Part 62

Cześć!!
Oto kolejny rozdział.
A nasz Zayn właśnie dziś kończy 20 lat! Czy to możliwe? 20 lat Zayn Malik przeżył już na tym świecie.. Raany.. No nic.. Chłopie.. Pozostaje mi tylko życzyć Ci wszystkiego najlepszego. Abyś odnosił dalej taką karierę jaką odnosisz. By dobrze układało Ci się z Perrie. Abyś zawitał do Nas ;D I chcemy doczekac się Ryan'a.. Pamiętaj ;) Happy B-day ;D
PS. Dziękuję Claudii, która pomogła mi w pisaniu tego rozdziału. Wiem, ze jak na urodziny Zayn'a to powinno być go więcej ale.. Nie wpasował sie w czas pisania Story ;P

- Rozmawiałem z doktorem. Za godzinę cię wypuszczają - Zayn wszedł do sali i ucałował Perrie. Dziewczyna uśmiechnęła się, patrząc jak jej chłopak bierze Ryana na ręce i delikatnie kołysze.
- Zayn...
- Tak?
- Ja chciałam..cię przeprosić - Perrie usiadła na łóżku obok chłopaka.
- Ale za co?
- Za to, że nie obchodziliśmy twoich urodzin. Nie kupiłam ci nawet prezentu, a ty cały czas tutaj byłeś. Nawet mi nie przyszło do głowy, czy jesteś zmęczony. Przepraszam... - blondynka wbiła wzrok w podłogę.
- Perrie...nie ma za co przepraszać. Szczerze mówiąc to były najlepsze urodziny i najlepszy prezent w moim życiu - chłopak objął Perrie wolnym ramieniem.
- A-ale przecież ja ci nic nie dałam...
- Jak to nie? Popatrz tylko... - brunet wskazał na śpiącego już Ryan'a. - To jest mój, a właściwie nasz prezent.. - wyszeptał, całując dziewczynę.
Siedzieli tak razem w milczeniu, wpatrując się w ich dziecko. Kilka lat temu nie przypuszczaliby, że ich drogi znów się zejdą i założą rodzinę. Ale jak widać, los zdecydował inaczej...

- Mama? A co ty tu robisz? - Zayn wrócił razem z Ryanem i Perrie ze szpitala. Jednak drzwi do domu były otwarte.
- Jak to co? Odwiedzam was i chciałam zobaczyć mojego pierwszego wnusia. No pokaż mi tego skarba... - kobieta wzięła delikatnie chłopczyka na rączki. - Jaki piękny...
No...od dzisiaj mów mi babciu. Słyszałeś Ryan'ku?
- Mamo...obudzisz go - szepnął Zayn. Perrie wzięła na ręce dzidziusia i we trójkę, a właściwie we czwórke weszli na piętro do sypialni malca.
- Jak ładnie urządziliście ten pokoik..  - pani Malik rozglądała się po przytulnym pomieszczeniu.
Perrie włożyła maluszka do wózeczka i po chwili wszyscy wyszli z pokoju, przymykając drzwi.
- Napije się mama czegoś?
- Nie, dziękuję. Zrobiłam już sobie herbaty. Właściwie jestem tu, aby popilnować małego jak wy będziecie u znajomych.
- Dzisiaj? U znajomych? - zdziwili się oboje.
- No tak...ten...Eric dzwonił i mówił, że dzisiaj do nich wpadacie. W sumie to już powinniście się szykować. Jest 19.30 a na 20.00 przecież się umówiliście - mama Zayna patrzyła na zdziwione twarze młodych rodziców.
- Taaaak...to my pójdziemy się przebrać - Perrie pociągnęła Zayna za sobą, domyślając się po co mają 'wpaść' do Hazzy. - No ruchy Malik...chyba nie chcesz się spóźnić. Dziewczyna uśmiechnęła się i po chwili razem zniknęli na górze. 'Ah...młodzi. Tyle życia jeszcze przed nimi' pomyślała p. Malik i wzdychając, zaparzyła sobie kolejną herbatę.

- W ogóle to po co on nas do siebie zaprosił? Patrz...przecież ich w domu nie ma - Zayn trajkotał przez całą drogę.
- Po prostu wejdź. Może to coś ważnego skoro ściągnął do nas twoją mamę - Perrie uśmiechnęła się pod nosem. jednocześnie popychając chłopaka w stronę drzwi.
Zayn najpierw zapukał, ale po dłuższym milczeniu lokatorów nacisnął niepewnie klamkę i razem z Perrie wszedł do środka.
- NIESPODZIANKA! - nagle zapaliło się światło i z różnych kątów domu wyskoczyli znajomi Malika. - Wszystkiego najlepszego!
- Spóźnionego...ale najlepszego - jak zwykle uzupełnił Liam.
- Dzięki..ym nie wiem co powiedzieć - Zayna dosłownie zatkało. Głupio mu było się przyznawać, ale w tym roku tak się zestresował tym, że będzie ojcem, że zapomniał o własnych urodzinach, które na dodatek były kilka dni temu.
- Nic nie mów tylko pokrój tort - odezwała się Elanor i jak na zawołanie.do salonu wjechał ogrooomny tort w kształcie lusterka. Zayn zaśmiał się. Ale jakie było jego zdziwienie, gdy z tortu wyskoczył Louis.
- Niespodzianka stary! - zawołał Tomlinson.
- Hah....jak ty się do tego zmieściłeś.
- Łatwo nie było, ale dałem radę.
Już po chwili przyjaciele zajadali się tortem. Po godzinie zaczęło się schodzić coraz więcej znajomych Malika i Perrie. Starzy znajomi z czasów liceum, z czasów istnienia One Direction... dużo by wymieniać. Alex włączyła muzykę i po chwili caly salon, a raczej parkiet zajmowali tańczący ludzie. Wszyscy bawili się, śmiali. Widać było, że Zayna naprawdę ucieszyła niespodzianka. Takie miłe odreagowanie stresu z poprzednich dni.
- Wszystkiego najlepszego skarbie - powtórzyła po raz setny <chyba> Perrie, po czym pocałowała chłopaka.



- Nie! Ola my jutro mamy samolot o 6.20.
- No ale proszę cię. Chciałabym się jeszcze zobaczyć z Rose i Tommo.
- Ta.. Chyba z Lou.
- Nawet jeśli.. Oj Marta.. - Ola próbowała nakłonić przyjaciółkę do wyjścia. Jednak blondynka nie dawała za wygraną. Brunetka w końcu zwróciła się do Eric'a siedzącego na kanapie. - Jakie masz plany na dzisiaj?
- Emm.. Noo.. Chyba nic nie planuję..
- No to zawieziesz mnie do El i Lou. - powiedziała pewnie Ola.
- Co? Nie chce mi się.. Myślisz, że od czego są dni wolne..?
- Oj no proszę cię...
- No ale..
- Ehh.. Ja cię zawiozę.. - zlitowała się Claudia. Nie mogła już znieść tych ciągłych westchnień.
- Serio? Dzięki! No! - uciszyła się brunetka i wystawiła język Marcie. 
- Ehh.. No to ja z wami tez pojadę.. - westchnęła blondynka.
Chwilę potrwało zanim wszystkie się wyszykowały i wgramoliły. Zdążyły się jeszcze pokłócić. Jak zwykle Claudii nie pasowało, że jada bez niczego. Marta natomiast uważała, że powinny wcześniej zadzwonić bo mogą nikogo nie zastać.
W końcu całe, w jednym kawałku i pudełkiem czekoladek dojechały pod dom.
- O! Cześć. Co za miła niespodzianka! - powiedział wesoło Lou otwierając drzwi
- Hej. Nie przeszkadzamy? - upewniła się Claudia.
- Nie.. Co ty.. Wejdźcie. El! Mamy gości! - krzyknął Lou do żony.
Dziewczyny weszły do środka i przywitały się z El i dziećmi. Wszyscy siedzieli w salonie. Znaczy.. el siedziała z Tommo, a Marta z Rose.
- Częstujcie się. - powiedział Lou kładąc na stole ciasto i cukierki.
- O.! Słodkości.. - uśmiechnęła się Claudia i sięgnęła po kawałek babki.
- Zostaw! W tyłek Ci pójdzie! W drzwi się nie zmieścisz! - powiedziała Marta. Claudia popatrzyła tylko na nią kpiąco.
- Coś ci się żarcik zaostrzył.. - zakpiła i ugryzła kawałek ciasta.
- Napijecie się czegoś? - spytała El. - Jakiejś kawy, herbaty?
- Emm.. Ja poproszę. - odezwały się w tym samym czasie Klaudia i Marta.
- Ja zrobię. - powiedział Lou i pocałował żonę.
- Pomogę ci. - zadeklarowała się Ola i poszła za chłopakiem do kuchni. - Wiesz.. Fajnie cię było poznać tak w ogóle. - zaśmiała się.
- Emm.. Dzięki. - powiedział rozbawiony Louis. - Ale czemu tak uważasz?
- Nie wiem.. Po prostu. Zawsze się zastanawiałam jaki jesteś i chciałam cię poznać..
- I jak?
- Heh.. Nie zawiodłeś. - uśmiechnęła się szeroko. - Tu jest cukier?
- Emm.. Nie.. po lewo. - powiedział Lou i otworzył szafkę.- Byłaś/jesteś directionerką? - spytał nagle.
- Hahhah.. Taak. Wielką! Serio.. - zapewniła go. Louis zalał herbaty wrzątkami i razem z Olą zanieśli je do salonu.
- Hahah.. To dobry jest.. - śmiała się Claudia.
-Kto jest dobry? - spytał Lou.
-Ty.
- Czemu?
- Bo El nam właśnie opowiedziała, że jak byliście na zakupach to pomyliłeś wózek z Tommo z tym z wystawy.. - wyjaśniła Marta.
- Ej.. Miałaś nie mówić. - oburzył się chłopak. Jednak po chwili także się zaśmiał.
Ola, Marta i Claudia siedzieli u nich jeszcze jakiś czas. Zabawiały dzieci i słuchały różnych innych anegdot z życia małżeństwa.
- A wy kiedy wracacie do Polski? - zainteresowała się Eleanor.
- Właśnie! Jutro o najpóźniej o 5.40 mamy być na lotnisku. - Marta zaczęła panikować. - Która godzina?
- Emm.. już ci mówię. 19.27. - odparł Loui.
- Olka! Miałyśmy jeszcze do sklepu po słodycze zajechać.!
- O fuck.. Rzeczywiście. Zapomniałam..
- To w takim razie my się będziemy już zbierać - powiedziała Claudia.
Dziewczyny się pożegnały ze znajomymi i ruszyły szukać jeszcze czynnych sklepów. Do domu wróciły ok 21. Ola i Marta miały więc tylko 8 godzin na spakowanie się, wyspanie i dojazd na lotnisko...


Listopad.. Tak, minęło 9 miesięcy.. Każdy żył swoim życiem. Przyjaciele nie widywali się za często..
Klaudia zajęła się studiami. Do połowy lipca uczęszczała na wszystkie zajęcia. Zdała drugi rok! Niestety dopiero w wakacje zaczęła pełną pracę z Brunem. Napisali razem 2 utwory, które pozostało tylko nagrać.  Oficjalnie nikt nie wiedział, że Bruno ma wspólniczkę więc to będzie niespodzianka dla fanów.
Dla Eric'a miała za to mniej czasu. Chłopak również pracował i zajmował się swoimi problemami. Szczególnie jednym. Kilka miesięcy spędził w Hiszpanii, zwalniając się przy tym chwilowo z pracy. Jego mama jest poważnie chora. Poleciał ją odwiedzić i wesprzeć ojca.
Ally jest magisterką! Tak.. W czerwcu zdała wszystko by osiągnąć ten stopień. Wraz z Niall'em uczcili to wyjazdem na Florydę, do której dziewczyna miała słabość...

*na Florydzie - początek lipca
- Tu jest cudownie... - powiedziała Ally. Wylegiwała się na leżaku na plaży, opalając się i przy okazji podziwiając falujące morze, - Nie mogę uwierzyć, że zabrałeś mnie na Florydę.
- Drobiazg, a poza tym od czasu do czasu chyba mogę cię porozpieszczać - Furby poruszył ''znacząco'' brwiami. Ally zaśmiała się.
- Jeżeli to rozpieszczanie tak ma wyglądać, to nie mam nic przeciwko, abyś robił to cały czas. - Tym razem to Niall się zaśmiał.
- Oczywiście...swoją drogą takie wakacje na początku lipca to świetny pomysł.
- Ba! Pomyśl jak jest teraz w Londynie...caaaały czas pada. A tu? Słoneczko, plaża...nic dodać, nic ująć.
- Yhym...dobra, czas się trochę popluskać. Wstawaj! - Niall podniósł się energicznie z leżaka i wyciągnął rękę w stronę swojej dziewczyny.
- Ooo...co to, to nie. Tu jest mi wygodnie - Ally spojrzała na chłopaka spod okularów i pokręciła głową.
- Ach tak? Zobaczymy - powiedział Niall, po czym jednym ruchem wziął Ally na ręce i zanim się dziewczyna obejrzała, już była w wodzie.
- Ty! - czerwonowłosa zmrużyła oczy, bezskutecznie próbując zamaskować uśmiech. Dziewczyna rzuciła się w stronę Furbiego, podtapiając go i cały czas się śmiejąc. Przez nieuwagę teraz to ona znalazła się pod wodą. Tak się zaczęła wodna bitwa...

- Co powiesz na mały wypad do Disneylandu? - zagadnęła Ally przy kolacji. Razem z Niall’em siedziała właśnie w hotelowej jadalni.
- Jasne...zawsze chciałem mieć zdjęcie z Myszką Miki! - ucieszył się Furby. - Ym..tzn...o której chcesz wyjechać?
- Hah...w sumie to mamy niedaleko. Za godzinę?
- Jasne... - odparł blondyn, potakując głową i gryząc kanapkę.

- Chodźmy jeszcze raz...było extra - Niall ponownie ustawił się w kolejce do rollercoastera.
- Może pójdziemy zwiedzić resztę? Na razie ledwo obeszliśmy połowę Frontierland.
- Oj tam...i tak całego Disneylandu w dzień nie zwiedzisz - Furby przwrócił oczami, spoglądając na początek kolejki.
- Ym..dochodzi 5 PM, a chciałabym pójść jeszcze do Krainy Fantazjii - Ally przytupnęła nogą. Wyglądała jak pięciolatka, która zaraz miała wybuchnąć płaczem.
- Złość piękności szkodzi skarbie - powiedział Niall, całując zmarszczone czoło dziewczyny. - Eh.. i tak zanim wejdziemy tam ponownie minie przynajmniej godzina. Także...chodźmy do Fantasyland.
Ruszyli razem w strone obranego sobie celu. Wejściem do Fantasyland był Zamek Śpiącej Królewny. Kolejnymi punktami królestwa baśni różnego rodzaju karuzele i park miniatur.
- Nie...nie mów, że na niego wsiądziesz?
- No, a co ty myślisz? Jak już jesteśmy w Disneylandzie...na Florydzie.
- Ale na słonika Dumbo...Niall, daj spokój, to dla dzieci... - Ally próbowała wyciągnąć chłopaka z kolejki do karuzeli z Dumbo.
- Widzisz ograniczenia?
- Nie...
- No właśnie...chodź, tobie też nie zaszkodzi - uśmiechnął się blondyn. - Nasza kolej - powiedział podekscytowany i usiadł na swoim stanowisku.
- Tsa...

- Niall..
- Tak?
- Czy w tym labiryncie Alicji można się zgubić? - Ally złapała Nialla za rękę.
- Nie...no coś ty. Przecież ten labirynt jest łatwy..nawet dzieci z niego wychodzą.
- Taak? To dlaczego krążymy tu już prawie godzinę?
- Bo...ym...testujemy wszystkie zakamarki - chłopak nawet nie był świadom, że teoretycznie cały czas chodzili w kółko.
- Oczywiś...
- Bu! - zza dziewczyny wyskoczyła dość duża postać ''przy kości''. Przestraszyło to zarówno Ally jaki i Nialla. - Hahah! Spokojnie! Biały królik nic wam nie zrobi. Tak was obserwuję od pewnego czasu i tak coś czuję, że się zgubiliście. O ile to jest tu możliwe... - zaśmiał się Królik.
- Uważa pan, że to jest śmieszne?
- Yhym... - przytaknął mężczyzna przebrany za królika z Alicji w Krainie Czarów. - Dobra...pomogę wam stąd wyjść. Ale może najpierw focia?
Para przewróciła oczami i zaśmiała się. Po chwili i królik, i oni mieli wspólną fotkę.
- A teraz proszę za mną... - powiedział Królik i ruszył w stronę wyjścia z labiryntu.

Tommy i Rose uczyli się siadać. Eleanor każdego dnia z nimi ćwiczyła, a Louis gdy był w domu pomagał jej w tym. Tymczasowa praca w klubie zmieniła się w długoterminową posadę. Dzięki niemu i wieczornym występom z kapelą, kawiarenka zmieniła się w prawdziwą kawiarenkę. Przyciąga wielu ludzi i nawet przeszła remont. W związku z czym Lou dostawał większą pensję.
Danielle i Liam przywiązali się do Jack'a na dobre. Chłopiec także zaczął mówić do nich 'mamo
 i 'tato'. Oczywiście tylko w tedy gdy mu to wychodziło.. W maju wspólnie świętowali 3 urodziny malucha. Z tej okazji przybyli także rodzice małżeństwa.
Alex rozwijała się w swoim zawodzie. Firma, w której pracuje zleciła jej by zajmowała się 'przetwarzaniem' części wydarzeń z Leeds. Wszystkie materiały video z różnych koncertów, akcji charytatywnych montowała i wstawiała na stronę miasta. Tak samo w przypadku reklam imprez. Lecz to leciało także w telewizji lokalnej. Jednak Ola przemyślała jeszcze kilka spraw.
Harry przeżył rok studiów. Zawsze się zastanawiał jak to jest. Teraz już wie. To ciężka i mozolna praca. Jednak mimo nauki, chłopak całe dnie spędzał poza mieszkaniem. W weekandy starał się choć trochę czasu spędzić z Alex jednak.. Nigdy wystarczająco. Jeśli wyszedł w sobotę o 11 to wracał po 12 godzinach. Czasem się zdarzało, że wracał dopiero w niedzielę. 
Zayn cieszył się synkiem. Spędzał z nim każdą wolną chwilę. Jak najwięcej starał się też pomagać Perrie. Oboje zdecydowali, ze nie wezmą ślubu. Twierdzą, że mogłoby to wszystko zepsuć. Nie chodzi o różne religie.. Chodzi małżeństwo. Dopóki są razem i się wspierają, jest dobrze. Wiele razy słyszeli, że małżeństwo wszystko niszczy. Po przysiędze to wszystko się komplikuje. Jednak Odkąd pojechali we wrześniu do Bradford, Zayn także często gdzieś znika...


- Myślisz, że jej się spodoba?
- Musi.. 
Zayn podwiózł Harry'ego pod blok. Był piątek.. Późny, listopadowy wieczór.. 
- Oby było jak mówisz.. Stary.. Szczerze to się boję..
- Nie masz czego.. Wszystko jest dobrze.. Jutro się wyjaśni, a ona na bank będzie zadowolona.. Jak nie.. To zrobię sobie kolejny tatuaż..
- Hahh.. To przyjedziesz jutro ok. 10? - spytał Harry wysiadając z pojazdu.
- Tak.. A jeśli jeszcze raz się mnie o to zapytasz to nie wiem co ci zrobię..
Styles się zaśmiał i wszedł do klatki.
 - Jestem! - krzyknął od progu i zamknął za sobą drzwi. Zdziwił się nie słysząc odpowiedzi. Wszedł do sypialni i się zaśmiał. Alex leżała w łóżku do połowy przykryta kołdrą. Widać, że spała, a Harry ją obudził. W tej chwili patrzyła na niego grzmiącym wzrokiem. - Wróciłem. - uśmiechnął się i podszedł do Oli by ją pocałować. Ona jednak odwróciła głowę. 
- Emm.. Chyba musimy pogadać. - stwierdziła dziewczyna.
- To.. Poczekaj chwilę tylko się wymyję.. - po tych słowach Harry skierował się w stronę łazienki. Cały czas zastanawiał się co było przyczyną złego humoru Oli. 
Nie lubił brać szybkich pryszniców. Zawsze wolał rozkoszować się 'chwilą samotności' i zwyczajnie postać i pomyśleć. Jednak tym razem nie mógł sobie pozwolić. Nie codziennie się zdarzało, że Alex była w stosunku do niego 'niechętna'.. Zazwyczaj gdy wracał, sama witała go choćby buziakiem w policzek. Tym razem było inaczej. Coś się musiało stać.
- Co jest? - spytał wchodząc do pokoju. Dziewczyna tym razem siedziała i bawiła się z Lolą. Gdy loczek usiadł obok niej, zostawiła kotkę i się do niego odwróciła.
- Twoja mama dziś przyjechała...
- Co?
- Tak. Była u mnie w pracy.. ok. 14 Zwolniłam się wcześniej by z nią pogadać... - Alex przerwała i utkwiła swój wzrok w pościel. - Pytała się gdzie jesteś.. - dziewczyna tym razem spojrzała Styles'owi w oczy. - I co miałam jej powiedzieć?
- Że jestem w szkole.. - odparł.
- Tak.. O tej godzinie to przeszło.. Jednak gdy spytała się o to o 18.. Już nic nie mogłam powiedzieć.. - Harry się zmieszał. - Wiesz jak ja się czułam gdy zapytała gdzie ostatnio byliśmy? Nic jej nie mogłam powiedzieć bo nie wiedziałam. Harry, ja od kilku miesięcy nie wiem gdzie jesteś i co robisz gdy cię nie ma.. Powiedz.. Tak szczerze.. Masz kogoś innego? - spytała ze łzami w oczach.
- Co? Nie?! W życiu.! - loczek momentalnie zorientował się o co tak na prawdę chodzi. - Nie mam nikogo, oprócz ciebie. Nawet tak nie myśl. - chłopak chciał przytulić Olę ale jej reakcja była taka jak na całusa.
- To powiedz mi.. Czemu znikasz gdzieś na weekandy, a ja widuję cię między 22 do czasu aż się położymy. W ciągu dnia widzę się z tobą 2 godziny, Harry.. A to chyba nie jest normalne skoro razem mieszkamy.. 
- Alex ja.. Ja nie mogę ci powiedzieć.. Nie teraz..
- A kiedy? Harry, kiedy? Nie mówisz mi tego od kilku miesięcy.. A ja ci ufam i się nie wtrącam.. Ale nie wiem czy dobrze robię bo zaczynam się gubić w tym wszystkim.. - Ola przetarła dłonią oczy.
- Słuchaj.. Wiem, że to rudne ale na prawdę. Poczekaj jeszcze.. Już niedługo. Obiecuję. - tym razem dziewczyna nie stawiała oporu gdy Harry ją objął. Zrobiła wprost przeciwnie. Mocno się w niego wtuliła, a po jej policzkach znów spłynęły łzy. Styles pocałował ją w czubek głowy.
- Tak w ogóle to czego chciała moja mama? - spytał, gdy Ola się uspokoiła.
- Przyjechała przeprosić. Chciała nas obojga ale.. w sumie głównie mnie.. - Alex mocniej się wtuliła w chłopaka. - Chciała wyjaśnić sprawę sprzed roku..
- Szybka.. Wiesz.. Ona się zmieniła. Wcześniej nie była taka. Znaczy.. - Hazza się zastanowił. - Miała inne podejście do mnie i moich dziewczyn..
- Zabawne.. To samo mnie powiedziała.. - dziewczyna się uśmiechnęła lekko. - Pogadałyśmy trochę.. O mnie.. O tobie.. O nas.. Powiedziała.. aaa.. nie ważne.. - zaśmiała się.
W pewnym momencie w pokoju rozbrzmiał pisk. Oboje się wzdrygnęli i spojrzeli za łóżko. 
- Lola.. - zaśmiał się Harry, widząc jak kot próbuje złapać koniec swojego ogona. Alex i Hazza zaczęli się śmiać z fikołków kota.
- Emm.. Harry?
- Tak?
- Bo chciałam ci coś powiedzieć.. - Ola oderwała się od obrysowywania turkawek na torsie chłopaka. - Bo ja sobie kila rzeczy przemyślałam i no..
- Co? - spytał patrząc na dziewczynę. Ona tez podniosła głowę tak by patrzeć mu w oczy.
- Bo ja jestem gotowa. I.. Myślę.. Nie.. Wiem, że chciałabym to zrobić. Z tobą... - powiedziała lekko się jąkając.
Styles'a zaskoczyło to wyznanie. Czekał, nie nalegał i nagle jego dziewczyna się decyduje na taki krok. Szanował ją za to. Szanował ją też za to jak się odnosiła do innych i że nie wystawiała swojego ciała na pokaz. Jedna z jego ex wytrzymała raptem 2 miesiące po byciu z nim. On jednak odmówił twierdząc, że nie zna jej zbyt dobrze. Teraz nie chciał odmawiać.. Chciał być teraz blisko.. Jednak.. Musiał się powstrzymać..
- Naprawdę? Tylko.. Nie dzisiaj.. - powiedział i ją pocałował. - Ni chcę żeby twój pierwszy raz odbył się w ..- chłopak rozejrzał się po pokoju. - tym pomieszczeniu.
- Ale..
- Bez ale.. Ja czekałem ponad rok to ciebie trochę czasu też nie zbawi.. - wystawił język i zaczął się śmiać. Alex tylko westchnęła. Niedługo potem oboje już spali.

- Wstawaj!
- Eyehge..
- No wstawaj! - Harry w końcu położył się na dziewczynie i ją pocałował. - Wstawaj bo mamy coś do załatwienia.
- Ale.. Dzisiaj sobota.. - wyjąkała Alex. - Eh.. Zejdź ze mnie bo mnie udusisz...
- No to wstań.. Śniadanie jest na stole, a limuzyna czeka.. - powiedział i się uśmiechnął.
- Limu.. co? - Ola przetarła zaspane oczy. 'Czy on serio zwariował?' pomyślała i przekręciła się na drugi bok. 
- Ej a ty masz jakie.. Olka! - do pokoju wszedł Styles. Widząc swoją dziewczynę niewzruszoną, rzucił w nią koszulką. - Za 2 minuty widzę cię w kuchni. A jak nie to cię obleję. - powiedział i poszedł do łazienki. Alex  natomiast zdjęła biały T-shirt z głowy i się do niego przytuliła, pozwalając swoim powiekom odpocząć. Nagle poczuła na sobie zimną, wręcz lodowatą ciecz.
- Mówiłem.. - zaśmiała się Harry i zadowolony wyszedł z pokoju siadając przy stole.
Ola w końcu się wygramoliła i poszła do łazienki. Gdy wyszła, Harry czekał już pod drzwiami.
- A mogę chociaż zjeść? - spytała ironicznie dziewczyna i siadła do stołu.
- Oczywiście. Nie pozwolę żebyś poszła głodna. - uśmiechnął się nakładając dziewczynie czapkę.
- Emm.. Co ty robisz? - spytała między kęsami.
- Ubieram cię, żeby było szybciej. - powiedział Harry wesoło i  poszedł po płaszcz dziewczyny.
- Dobra.. Zjem w drodze.. Ale Harry.. Dokąd my w ogóle idziemy? - spytała.
- Niespodzianka. - zaśmiała się.
Niedługo potem oboje siedzieli w samochodzie. Ola jadła śniadanie, a Curly Boy uśmiechnięty jechał przed siebie. W głębi ducha nie wiedział czy to co przygotował spodoba się dziewczynie.. 
- Spójrz jaki ładny dom. - powiedziała Alex po 20 minutach jazdy. - Mogłabym w nim mieszkać. - dziewczyna wskazała posesję ze średniej wielkości piętrowym domem. Był nieco większy od tego, który dzieliła z Claudią ale też żaden pałac. Był taki o jakim zawsze marzyła. Wejście po schodkach, ganek...
- Faktycznie ładny... - odparł Styles patrząc w kierunku wskazanym przez dziewczynę. Przejechał jescze kawałek i zatrzymał się koło lasku.
- Emm.. Słońce.. Ale.. My.. To na pewno tu mieliśmy przyjechać? - spytała gdy wysiedli z samochodu. Loczek obszedł samochód dookoła i stanął przy dziewczynie. 
- Tak. To tu. - uśmiechnął się szyderczo i w pewnym momencie przycisnął Olę do samochodu. Wargi złączył w pocałunku. Jedną dłoń położył na jej biodrze, a drugą zsunął na jej pośladek.
- Ej.. Co to ma być? - zaśmiała się Alex.
- Taki lekki wstęp przed nocą. - uśmiechnął się łobuzersko i widząc zmieszanie dziewczyny przysunął się bliżej. Odgarnął jej włosy za ucho i szepnął. - Chyba, że nie chcesz... - zaśmiał się. Zdjął swój szalik i zawiązał dziewczynie na oczy.
- Ejj.. Co ty?
- Niespodzianka. - powiedział Harry i obrócił kilkakrotnie dziewczynę. Przez kilka minut szli w milczeniu. Jednak niedługo potem Alex zaczęła narzekać, że gdzieś ją wyprowadzi, zostawi i nikt jej nie znajdzie. W pewnym momencie przystanęli. 
- Gotowa? - szepnął jej do ucha. Wyczuła tak dobrze znaną chrypkę i się wzdrygnęła. Kiwnęła twierdząco głową, a z jej oczu opadł materiał. - To dla ciebie. Dlatego tak długo nie wiedziałaś gdzie jestem. - powiedział przytulając Alex. Dziewczyna stała w oszołomieniu, a oczy jej się zaszkliły na ten widok...

* * *

Happy B-day :D

Z Perrie ;D

'Na plaży' ;P

Emm.. Lola?

One Direction ;D